Jak Feniks z popiołów…

Kochani,

Chwilę się nie odzywałam, ale za to szykowałam małą niespodziankę.

Przed zdublowaniem Pomarańczarki, czyli przed naklejeniem jej na dodatkową – w tym konkretnym przypadku niemal przezroczystą – tkaninę, muszę obraz oczyścić z przemalówek. Oj, dużo tego! Niemal 60% powierzchni warstwy malarskiej uległo w mniejszym lub większym stopniu sile pędzla introligatora, który wykonywał powojenną konserwację. „Uległo”, ponieważ ta praca pędzlem, acz niebywale skuteczna, pozbawiona była wszelkich przejawów precyzji, finezji, czy zwykłej dokładności w doborze koloru. Innymi słowy – obraz został przemalowany po tak zwanej formie (czyli bez zmiany kompozycji). Dlaczego konserwator to zrobił? Żeby ukryć liczne uszkodzenia. No i po coś jeszcze… Na licu, a szczególnie w partii nieba, było bardzo dużo drobnych wykruszeń warstwy malarskiej, której sam był niestety sprawcą. Naklejenie obrazu na sklejkę nie rozwiązało problemu „nietrzymania się” farby, która nadal odpryskiwała. Zastosowanie farby olejnej o zbliżonym „niebkowym” kolorze nie tylko ukryło te wykruszenia, ale jednocześnie skleiło kruchą warstwę malarską.

Muszę wam się przyznać, że te wykopaliska są dla mnie fascynujące. Pomimo wszelkich licznych… No dobrze… Bardzo licznych uszkodzeń… Spod maleńkich przesyconych rozpuszczalnikiem wacików, wyłania się wspaniała i kunsztowna warstwa malarska. Obraz ożywa. Układa się. Ustawia przestrzennie. Pokazują się barwy jasne, przejrzyste, świetliste. W farbie pokazują się różnice nawarstwień, impasty, mięsistość przeciwstawiona lekkim mgiełkom położonym niemal laserunkowo.

Powiem Wam coś. Nie szkoda było ani wysiłków Sponsora, ani nieprzespanych nocy spędzonych na obmyślaniu, co i jak można albo częściej – nie można – zrobić. Dzisiaj odniosłam po raz pierwszy wrażenie, po tych wielu miesiącach pracy, że pomimo wszystko uda się. Obraz zaczął się budzić.

Zrobiłam dla Was kilka fotografii, tak żebyście mogli zobaczyć to, co ja oglądam, i jak to widzę w tej chwili.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Grunwald powrócił

Przez ostatnie 22 miesiące praktycznie go nie było. Podczas konserwacji dokonaliśmy „rozbioru” obrazu na czynniki pierwsze.

Wszystko, co zrobił Matejko pozostało.

Wszystko, co dodali nasi poprzednicy – konserwatorzy – zostało usunięte.

W lipcu 2010 roku zdejmowało go ze ściany 36 pracowników muzeum.

Teraz, 30 marca 2012 roku, został podniesiony do pionu i dźwignięty na wysokość ekspozycyjną praktycznie przez jednego człowieka (inni pracownicy jedynie zabezpieczali całą operację).

Jak to możliwe?

Konstrukcja stalowa, system bloczków, kołowrót, przekładnia ślimakowa i lina stalowa o średnicy 4 mm. Kręcimy kołowrotem. Obraz podnosi się do pionu, a następnie unosi na żądaną wysokość.

Całkiem proste.

Dodatkowo jego waga zmniejszyła się z ok. 700 do 290 kg!

Nowe krosno sprawi, że obraz będzie rozciągany ze stałą siłą bez względu na zmiany wilgotności.

Stał się bardziej elastyczny.

Nabrał koloru.

Na tle ciemnej ściany Sali Matejkowskiej wygląda, jakby lewitował. Przez dwadzieścia dwa miesiące był przedmiotem naszej największej troski. Gdy skończymy prace, znów będzie dla nas tylko jednym z wielu obrazów w muzeum.

 * Które z dzieci jest najbardziej kochane?
To, które jest chore, dopóki nie wyzdrowieje.

 

Piotr Lisowski
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

Ślimak na wybiegu

Kochani!

Wy czekacie na wieści o Pomarańczarce (taką mam nadzieję…), a ja czekam na akceptację protokołu po ostatniej komisji konserwatorskiej.

Chciałabym Wam kilka rzeczy pokazać w formie filmu, ale z tym muszę jeszcze chwilę zaczekać. Liczę, że dzięki pomocy PZU, bardzo życzliwego mecenasa, uda się nam opowiedzieć i pokazać niejedno pasjonujące przedsięwzięcie.

Ja, wspierana życzliwością i pomocą kolegów oraz kierownictwa, będę uczestniczyć w przygotowaniu wystawy monograficznej Aleksandra Gierymskiego. Pierwotnie otwarcie planowane było na początku przyszłego roku, ale różne okoliczności spowodowały przesunięcie wystawy.

To fascynujący i pasjonujący materiał, a dla konserwatora – spore wyzwanie. Niemal „dwa nagie miecze” wbite tuż „przed nosem”. Będąc nieostrożnym można między nie wpaść niczym między ostrza sieczkarni, ale można je również wyjąć i posłużyć się nimi np. jak kijkami trekingowymi.

A póki co – odsłoniłam Pomarańczarce twarz… W ogóle to już zdążyłam trochę odsłonić i to nawet trochę więcej niż trochę mniej. Jest więc szansa na popędzenie dalej z prędkością ślimaka na wybiegu. Bo czego, jak czego, ale pośpiechu to ten obraz nie lubi.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Bitwa zawieszona!

Kochani!

Stało się to w ostatni piątek (30 marca 2012 r.) o godzinie 13.40.

Obraz Jana Matejki Bitwa pod Grunwaldem został zawieszony na swojej nowej konstrukcji. Długo na ten moment czekaliśmy i dużo się napracowaliśmy, żeby do niego doprowadzić. Dzieło zostało położone 13 lipca 2010 i do dzisiaj zmieniało jedynie pozycję ułożenia na podeście, a to licem w dół, a to licem w górę, w zależności od etapu pracy.

Bitwa dostała nowe wspaniałe krosno oraz nową konstrukcję, na której zawisła. Wszystko odbyło się pomyślnie. Zawieszenie wymagało precyzji i uwagi.
 

Obecni świadkowie tego wydarzenia nie kryli poruszenia, a niektórzy nawet wzruszenia.

Więcej i dokładniej opowiemy Wam o tej trudnej operacji w kolejnym wpisie.

Prace konserwatorskie będą nadal trwały, więc trzymajcie za nas kciuki!

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie


 

Oko cyklonu

Kochani!
 
Cisza czasami oznacza po prostu uspokojenie, bezruch… Jednak jest jeszcze wśród wielu innych rodzajów ciszy ta, którą określamy „ciszą na morzu”. Jest to uspokojenie chwilowe zwiastujące czające się za plecami żywioły.

Cisza na blogu oznacza, że w salach muzealnych szaleje tajfun – 10 w skali Beauforta. A w zasadzie, to już sama nie wiem, czy to tajfun, czy trąba powietrzna. Dookoła latają wiaderka z farbą, wałki malarskie, stelaże, płyty, wiertarki… A w powietrzu unosi się pył z cyklinowanych podłóg.

W oku cyklonu trwają prace nad konserwacją Grunwaldu – w tym tygodniu obraz zostanie naciągnięty na nowe krosno i zawieszony.

Pomarańczarka „pozbywa się” zabezpieczenia z bibułki japońskiej. Pomalutku, powolutku, stopniowo usuwam zabezpieczenie. Najpierw dwie warstwy, a teraz trzecia – ostatnia, leżąca bezpośrednio na warstwie malarskiej. I znowu nie jest łatwo, i jak zwykle siadając do tego obrazu, muszę „zamknąć wszystkie drzwi i okna”. Pełna koncentracja, skupienie i izolacja. Nawet jeżeli jest to tylko dziesięć minut, między odebraniem telefonu, który nieustannie dzwoni w Pracowni, a biegiem w kierunku Sali Grunwaldzkiej.

I tak wszyscy gonią, wytwarzając własną trąbę powietrzną. A to wracają obiekty z wypożyczeń, a to trzeba przygotować obrazy na wystawę otwierającą, a to trzeba zaopiniować kilkadziesiąt obrazów na kolejne wypożyczenia, jeszcze je przejrzeć i przygotować do drogi oczywiście, a to ktoś zapomniał młotka, a to zabrakło drutu.
 
– Gdzie te kliny? 
– Chyba gdzieś się zawieruszyły.
– Trzeba odkurzyć podłogę!
– A gdzie jest skrzynia narzędziowa? Kto ją zabrał?!

Wieje, wieje, rozpędza się to tornado i im bliżej maja, tym silniej dmie. A mi coraz bardziej się marzy spokojna chwila w oku tego cyklonu. I niech nam się uda, Mili moi, ale bez łez. Chyba że będą to kręcące się w oku łzy wzruszenia.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie


 

No to, co my tutaj robimy?

W skrócie można powiedzieć – dbamy. Pielęgnujemy pamięć, przedłużamy żywot obiektów, przywracamy blask… Naszą pracę mam w zwyczaju porównywać z biegiem sztafetowym. Starsi koledzy przekazali nam pałeczkę, czyli kolekcję, o którą sami przez całe swoje zawodowe życie dbali. My poniesiemy ją dalej, starając się przekazać następcom w jak najlepszym stanie. Dzieła się starzeją razem z nami, tylko każdy w swoim tempie. Niektóre w wyniku wypadków tracimy. Nie wyznaczamy limitu czasu, w jakim mają żyć, nie myślimy o tym. Nasze działania nastawione są na przekazanie zbiorów kolejnym pokoleniom.
Mawiam zwykle, że im mniej widać działalność konserwatora, tym lepiej. Bo sztuka konserwacji między innymi na tym polega, żeby przedłużać życie dzieła i przekazywać piękno koncepcji artystycznej oraz kunszt wykonawstwa, samemu pozostając w cieniu.
 
Dział Konserwacji w naszym Muzeum to osiem wyspecjalizowanych Pracowni
i Laboratorium
Zajmujemy się konserwacją bardzo zróżnicowanych obiektów, tak pod względem materiałów, technik, wieku czy wielkości. „Reperujemy” obrazy na płótnach, ołtarze średniowieczne, pergaminy, papirusy, ceramikę, szkło, metal, lakę, meble (rzeźbione, inkrustowane, polichromowane), ramy, zegary, gobeliny, futra, szaty liturgiczne, ubiory, rzeźbę kamienną, terakotę, tworzywa sztuczne i wiele, wiele innych rzeczy. Wszystko, co tworzy kolekcję Muzeum Narodowego. W codziennych zmaganiach z materią, mikrobiologią i klimatem muzealnym pomaga nam Laboratorium.
 
Zespół – to 44 osoby
Jeżeli w tym momencie pomyśleliście – dużo ich! To tylko wyjaśnię, że zajmujemy się największym zbiorem w kraju, liczącym ok. 900 tysięcy dzieł sztuki. A teraz, jak już sobie te fakty złożyliście, to liczba konserwatorów zmalała radykalnie.
Nie zapominajmy również, że opieka konserwatorska nad zbiorem ma złożony charakter i moment, kiedy obiekt trafia „na stół”, jest tylko jednym z wielu jej przejawów. Przeglądamy, opiniujemy, szykujemy do podróży, przygotowujemy obiekty zarówno do pojedynczych wypożyczeń, jak i na wystawy wyjazdowe, uczestniczymy w transportach, kontrolujemy warunki wilgotnościowo-temperaturowe, odkurzamy, zabezpieczamy itd. I zdarza się wielokrotnie, że wszystko dzieje się niemal w jednym czasie. Nie dziwcie się więc, gdy dzwonicie do którejś z naszych Pracowni i przez jakiś czas nikt nie podnosi słuchawki. To nie znaczy, że nas nie ma. My bardzo jesteśmy…, tylko w innym miejscu.
 

Pracownia Konserwacji Rzeźby i Malarstwa na Drewnie

Pracownia Konserwacji Ceramiki, Szkła i Metalu

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Pracownia Konserwacji Mebli Zabytkowych

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

 

Od ogółu do szczegółu

Kochani!

Różne ciekawe rzeczy dzieją się w naszym zamkniętym na czas rearanżacji Muzeum. Wszyscy się starają, żeby nowa odsłona galerii przypadła do gustu naszej publiczności, czyli Wam. Chcemy opowiedzieć historię piękna, estetyki, zmieniających się czasów i mód, tak, by każdy mógł tutaj znaleźć coś dla siebie. W przyjaznym i otwartym otoczeniu. Konserwatorzy różnych specjalności mają więc pełne ręce roboty. Następnym razem przybliżę nasz zespół i opowiem co nieco, co też my tu robimy.

A teraz mały skok od ogółu do szczegółu i wracamy do Pomarańczarki.

Piotr naciągnął obraz na krosno pomocnicze za pomocą pasów płóciennych, tak aby był dostęp do całej jego powierzchni. Jednocześnie w ten sposób go unieruchomił.

Ja natomiast wybrałam środek i metodę, czyli nawiązując do tego, co mówiłam ostatnio zdecydowałam się na rodzaj trucizny i sposób, w jaki ją zaaplikuję. Do tego, jak to zrobię nie doszłam jednak drogą przebłysku inteligencji, tylko próbami, jakie wcześniej wykonałam. Upewniłam się również, że nie będę miała problemu z usunięciem zabezpieczenia z bibułki japońskiej. Powolutku, krok po kroku, kawałek po kawałku – wprowadzam impregnat do wnętrza struktury obrazu. Codziennie „robię” jeden kawałek. Rano nanoszę impregnat, a potem przez cały dzień „suszę” płótno. Suszenie polega na wymienianiu co piętnaście minut kawałków silikonowanego papieru, aż do całkowitego wchłonięcia nadmiaru wilgoci. Zaimpregnowany fragment cały czas jest obciążony woreczkami z piaskiem. Jak widzicie – na razie nie mogę się rozstać z tą górą woreczków. Ten etap pracy zajmie mi jeszcze trochę czasu, a potem zobaczymy, co dalej.

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

 

 

 

I’m Looking Through You…

Beatlesowskie liryki? Nie tylko.
Realia konserwatorskie. Posłuchajcie.

Wilhelm Konrad Roentgen w listopadzie 1895 roku odkrył nowy typ promieniowania. Z mniej lub bardziej przyjemnych spotkań z medycyną wiemy, że rentgen penetruje struktury naszego ciała. Bezlitośnie obnaża niedoskonałości układu kostnego w postaci pęknięć, ubytków i odprysków. Podobnie jest z naszymi muzealnymi pacjentami.

Rentgenografii w konserwacji używa się od późnych lat dwudziestych. Mówiąc najogólniej, w badaniu wykorzystujemy właściwość przenikania promieni X przez materiały nieprzepuszczalne dla światła widzialnego. Pigmenty pochłaniają promienie w różnym stopniu. Te, zawierające metale ciężkie, jak biel ołowiowa, cynober, żółcień neapolitańska dają w obrazie odcień jaśniejszy. Średni i mały ciężar atomowy rysuje ciemnoszare i czarne plamy na rentgenogramie.

Dzięki promieniowaniu X widzimy przemalowania, zmiany autorskie, odczytujemy charakterystykę płótna, jego ewentualne łączenia, śledzimy girlandy naprężeń. Mamy możliwość określenia rodzaju drewna i sposobu jego wycięcia, lokalizujemy miejsca sklejeń podłoży, znajdujemy gwoździe i wkręty ukryte głęboko w jego strukturze. Jednym słowem, niewidzialne staje się widzialne. Wspaniałe, prawda?

Ibis, święty ptak starożytnego Egiptu, wcielenie Totha, bóstwa księżycowego, wynalazcy astronomii, inżynierii, matematyki, boga prawdy i sprawiedliwości, uosobienia boskiej inteligencji. Kult Ibisa sięga pięć tysięcy lat wstecz. Ptak pojawiał się w Egipcie wiosną, podczas wiosennych rozlewów Nilu. Zwiastował obfite plony.

Prześwietlać możemy różnorodne obiekty: obrazy, rzeźby, tkaniny i mumie. Badamy bezstykowo. Nieniszczące analizy należą do najbardziej pożądanych. Są bezpiecznie dla obydwu stron. Badania wykonujemy przenośnymi aparatami rentgenowskimi. Zapisują one obraz na nośnikach cyfrowych. Zbędne są ołowiane fartuchy ! Wystarczy zachować odpowiednią odległość do aparatury. Kilka metrów.

Pozdrawiam

Dorota Dzik-Kruszelnicka
Starszy Asystent Konserwatorski
Pracownia Konserwacji Papieru

 

 

Frustracja, fascynacja i trucizna

Witajcie ponownie!

Czy mieliście takie momenty, że chciało Wam się wyć do księżyca i bynajmniej nie był to objaw Waszego zachwytu?

Praca nad „Pomarańczarką” jest szalenie frustrująca, ale i… fascynująca Każdy najmniejszy krok naprzód okupiony jest nie tylko wysiłkiem intelektualnym, ale i nie przespanymi nocami. Przechodząc przez kolejne etapy konserwatorskie wchodzimy w następny, ten najtrudniejszy. Nuda w każdym razie nam nie grozi.

Został ukończony etap usuwania sklejki. Przeprowadziliśmy również impregnację, czyli wpuściliśmy w strukturę obrazu klej tak, aby scalić poszczególne jego warstwy. Nie zapominajcie bowiem, że usuwanie sklejki było zabiegiem zmieniającym mechanikę naszej kruchutkiej „kanapki” technologicznej. Odbyła się również kolejna komisja. Dzięki niej mogliśmy określić nasze niepokoje i rozterki. Najprostsze bowiem decyzje przestają być takimi, gdy pamiętamy o czynnikach na które ten obraz jest wrażliwy oraz o stopniu zniszczenia w jakim do nas trafił.

Czy pamiętacie? Obraz jest wrażliwy na: wilgoć, rozpuszczalniki i temperaturę. Prosty dobór impregnatu… i już mamy problem. Impregnaty to dyspersje wodne lub takie, które trzeba zmieszać z rozpuszczalnikiem. I pomimo wyboru wielu substancji chemicznych, które mamy w naszym laboratorium, zachowujemy się jak prawdziwa dama. Jej szafa pęka w szwach, ale przed wyjściem do teatru oświadcza, że nie ma się w co ubrać.

Trzeba więc dokonać wyboru, stosując odpowiednie asekuracje i zabezpieczenia. Pamiętać należy, że trucizną można zabić, ale jeżeli odpowiednio się ją przyrządzi i poda, może stać się także nieocenionym lekarstwem.

Sympozjum w Muzeum

Na początku września 2011 roku, na zlecenie Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, Instytut Chemii i Techniki Jądrowej zorganizował w Warszawie sympozjum, którego uczestnikami byli naukowcy z 18 krajów Europy zajmujący się ochroną dziedzictwa narodowego.

Jednym z punktów programu była wizyta w Muzeum Narodowym w Warszawie. Jej celem było zapoznanie uczestników konferencji z technikami i metodami konserwacji stosowanymi przez Dział Konserwacji MNW oraz przedstawienie gościom przykładów zastosowań badań rentgenowskich w konserwacji obiektów ze zbiorów MNW.

Po przywitaniu uczestników spotkania przez Głównego Konserwatora MNW, Dorotę Ignatowicz-Woźniakowską, goście zostali zaproszeni do Galerii Malarstwa Włoskiego. W jednej z sal rozstawiono ekrany, na których, w formie prezentacji automatycznych, wyświetlone zostały informacje o działalności Działu Konserwacji MNW: opis działu, prace prowadzone przez Laboratorium MNW w dziedzinie chemii i biologii zbiorów i środowiska muzealnego. Pracownia Konserwacji Tkanin przedstawiła historię projektu konserwacji tkanin koptyjskich oraz film pokazujący pracę konserwatora tkanin.

Ostatnia prezentacja została poprowadzona „na żywo” przez Grzegorza Janczarskiego, byłego pracownika Pracowni Konserwacji Malarstwa Sztalugowego, który opowiedział o projekcie konserwacji „Serenissima”. Pokaz został zilustrowany fotografiami obrazów w świetle widzialnym i w promieniowaniu rentgenowskim.

Po zakończeniu tej części spotkania, goście udali się do Sali Matejkowskiej, gdzie trwa konserwacja obrazu Bitwa pod Grunwaldem. Konserwatorzy z Pracowni Konserwacji Malarstwa Sztalugowego opowiedzieli o historii obrazu – jego kolejnych konserwacjach, zawiłych losach podczas II wojny światowej, a także o technikach i metodach stosowanych w trwających obecnie pracach konserwatorskich.

Ostatnim punktem programu była wizyta w Galerii Sztuki Wschodnio-Chrześcijańskiej, gdzie goście zapoznali się z historią pozyskania przez MNW fresków z kościoła chrześcijańskiego z Faras na terenie Egiptu. Zbigniew Godziejewski, kierownik Pracowni Konserwacji Sztuki Starożytnej, opowiedział o metodach prac konserwatorskich, dzięki którym freski można nadal podziwiać w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Spotkanie zakończył poczęstunek, podczas którego goście mieli okazję porozmawiać z konserwatorami naszego muzeum, a następnie udali się do siedziby Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej, by kontynuować obrady.

Marcin Draniak
Kierownik Laboratorium MNW