Frustracja, fascynacja i trucizna

Witajcie ponownie!

Czy mieliście takie momenty, że chciało Wam się wyć do księżyca i bynajmniej nie był to objaw Waszego zachwytu?

Praca nad „Pomarańczarką” jest szalenie frustrująca, ale i… fascynująca Każdy najmniejszy krok naprzód okupiony jest nie tylko wysiłkiem intelektualnym, ale i nie przespanymi nocami. Przechodząc przez kolejne etapy konserwatorskie wchodzimy w następny, ten najtrudniejszy. Nuda w każdym razie nam nie grozi.

Został ukończony etap usuwania sklejki. Przeprowadziliśmy również impregnację, czyli wpuściliśmy w strukturę obrazu klej tak, aby scalić poszczególne jego warstwy. Nie zapominajcie bowiem, że usuwanie sklejki było zabiegiem zmieniającym mechanikę naszej kruchutkiej „kanapki” technologicznej. Odbyła się również kolejna komisja. Dzięki niej mogliśmy określić nasze niepokoje i rozterki. Najprostsze bowiem decyzje przestają być takimi, gdy pamiętamy o czynnikach na które ten obraz jest wrażliwy oraz o stopniu zniszczenia w jakim do nas trafił.

Czy pamiętacie? Obraz jest wrażliwy na: wilgoć, rozpuszczalniki i temperaturę. Prosty dobór impregnatu… i już mamy problem. Impregnaty to dyspersje wodne lub takie, które trzeba zmieszać z rozpuszczalnikiem. I pomimo wyboru wielu substancji chemicznych, które mamy w naszym laboratorium, zachowujemy się jak prawdziwa dama. Jej szafa pęka w szwach, ale przed wyjściem do teatru oświadcza, że nie ma się w co ubrać.

Trzeba więc dokonać wyboru, stosując odpowiednie asekuracje i zabezpieczenia. Pamiętać należy, że trucizną można zabić, ale jeżeli odpowiednio się ją przyrządzi i poda, może stać się także nieocenionym lekarstwem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *