Od ogółu do szczegółu

Kochani!

Różne ciekawe rzeczy dzieją się w naszym zamkniętym na czas rearanżacji Muzeum. Wszyscy się starają, żeby nowa odsłona galerii przypadła do gustu naszej publiczności, czyli Wam. Chcemy opowiedzieć historię piękna, estetyki, zmieniających się czasów i mód, tak, by każdy mógł tutaj znaleźć coś dla siebie. W przyjaznym i otwartym otoczeniu. Konserwatorzy różnych specjalności mają więc pełne ręce roboty. Następnym razem przybliżę nasz zespół i opowiem co nieco, co też my tu robimy.

A teraz mały skok od ogółu do szczegółu i wracamy do Pomarańczarki.

Piotr naciągnął obraz na krosno pomocnicze za pomocą pasów płóciennych, tak aby był dostęp do całej jego powierzchni. Jednocześnie w ten sposób go unieruchomił.

Ja natomiast wybrałam środek i metodę, czyli nawiązując do tego, co mówiłam ostatnio zdecydowałam się na rodzaj trucizny i sposób, w jaki ją zaaplikuję. Do tego, jak to zrobię nie doszłam jednak drogą przebłysku inteligencji, tylko próbami, jakie wcześniej wykonałam. Upewniłam się również, że nie będę miała problemu z usunięciem zabezpieczenia z bibułki japońskiej. Powolutku, krok po kroku, kawałek po kawałku – wprowadzam impregnat do wnętrza struktury obrazu. Codziennie „robię” jeden kawałek. Rano nanoszę impregnat, a potem przez cały dzień „suszę” płótno. Suszenie polega na wymienianiu co piętnaście minut kawałków silikonowanego papieru, aż do całkowitego wchłonięcia nadmiaru wilgoci. Zaimpregnowany fragment cały czas jest obciążony woreczkami z piaskiem. Jak widzicie – na razie nie mogę się rozstać z tą górą woreczków. Ten etap pracy zajmie mi jeszcze trochę czasu, a potem zobaczymy, co dalej.

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *