Patrz tam, gdzie wzrok nie sięga…

Kochani!

Konserwacja ma w sobie coś z wdrapywania się na szczyty gór lub patrzenia na morski horyzont. Wydaje się, że widoki są różne, ale jednak coś je łączy. To daleka perspektywa, zarówno czasu, jak i przestrzeni.

Stojąc mocno na nogach teraźniejszości, patrzymy i pracujemy, wpatrzeni w przyszłość. Aby nasze cele mogły zostać zrealizowane, musimy stawiać na jakość. Czy zauważyliście, idąc do sklepów i robiąc zakupy, że poczynając od drobiazgów, poprzez ubrania, sprzęt AGD, itd., elementem łączącym ten zbiór jest brak jakości? Nie chodzi już o to, by marka bazowała na jakości. Towar jest kreowany na jeden sezon lub na czas trwania gwarancji. Potem klient powinien kupić nowy towar. Takie są nasze czasy.
Konserwacja natomiast musi być oparta na jakości i bardzo wysokich standardach. W przeciwnym razie nie ma sensu. Pracujemy na przedmiotach jedynych w swoim rodzaju, pojedynczych, unikatowych, zaszufladkowanych pod etykietą „wspaniały, piękny, niepowtarzalny”…

Pytacie niejednokrotnie, dlaczego tak długo, dlaczego tak drogo, dlaczego są z tym takie „ceregiele”. Otóż właśnie dlatego.

Kończy się dwuletnia praca nad konserwacją Bitwy pod Grunwaldem.
Zakończyliśmy etap retuszu. Konserwatorki pracowały w bardzo ciepłej temperaturze galerii, wspierane serdecznymi uczuciami zwiedzających. Atmosfera była bardzo gorąca. Tak zwaną kreską został zrobiony retusz graficzny, byście mogli rozróżnić miejsca uszkodzone, gdy zbliżycie się do obrazu na krok. Jednak już z perspektywy trzech kroków uzupełnienia warstwy barwnej stają się nierozróżnialne z oryginalną warstwą malarską.
Teraz, etapami, montowana jest rama.

A ja?

Po krótkiej chwili oddechu, wróciłam do zakładania kitów na Pomarańczarce. Żmudne i nie najłatwiejsze to zadanie, które wykonuję pod szkłem powiększającym. Obraz jest mały, ale sami widzieliście, że ma całkiem sporo ubytków – od bardzo drobnych po całkiem duże. A jak już wiemy, każdy kit, każde, nawet najdrobniejsze, uzupełnienie musi dostać fakturę dostosowaną do otoczenia. I tak – znowu wbrew ogólnie panującym modom – dbam, aby moje kity nie „wyróżniały się” spośród otoczenia i nie stanowiły oddzielnego obrazu w obrazie. Bo nic nie powinno zakłócić harmonii tego wysokiej jakości artystycznej dzieła, jakie pozostawił potomnym Aleksander Gierymski.

Anna Lewandowska
konserwator w Pracowni Konserwacji Malarstwa na Płótnie MNW

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *