Werniks? Werniks! Och ten werniks…

Kochani!

Ostatnio było o przemalowaniu, ale podczas Pikniku Grunwaldzkiego padło stwierdzenie, do którego chcę powrócić.

­– Obraz jest teraz bardziej kolorowy…!

Spróbujmy się zastanowić nad tym, dlaczego jest on bardziej kolorowy niż był przed konserwacją. Pytanie to dotyczy nie tylko Grunwaldu, ale i wielu innych obrazów, które przechodzą przez ręce konserwatorów. Tym razem również przygotowałam kilka fotografii, które lepiej wszystko zilustrują. Zacznijmy od tego, że większość obrazów ­– szczególnie tych starszych – pokrytych jest werniksem. Werniksy są roztworami substancji organicznych (jak np. damara czy mastyks) w rozpuszczalnikach organicznych z dodatkami olejów schnących. Mogą być wieloskładnikowe oparte na żywicach naturalnych, jak i sztucznych (co obecnie przeważa w handlu). Są przezroczyste. Najlepiej jak są bezbarwne. To moje wyjaśnienie oczywiście jest bardzo ogólne i ma na celu jedynie zasygnalizowanie, co też na powierzchni obrazu tak odbija światło, że czasem trudno przyjrzeć się samemu dziełu. Jeżeli zresztą tak się dzieje, to oznacza, że obraz został albo nieumiejętnie podświetlony, albo nie za dobrze dobrano werniks. Werniks nie jest bowiem po to, żeby zakłócać odbiór kompozycji. Wręcz przeciwnie. Jego warstwa działa trochę jak soczewka – poprzez wydobycie niuansów barwnych. Kolory zyskują głębsze nasycenie i dają wrażenie przestrzenności. Chociaż artyści nie zawsze sobie tego życzą. Należy wówczas zabezpieczyć obraz w taki sposób, żeby nie naruszyć zamysłu malarza. Można powiedzieć, że poza tym werniks jest jak tarcza. Broni i chroni warstwę malarską. Jak wiemy wszystko w przyrodzie się starzeje, farby również. Nie tylko twardnieją czy pękają, ale również blakną, czyli tracą swoje pierwotne nasycenie i ton. Ponieważ dzieje się tak z całą kompozycją, to nie postrzegamy zmian, bo wszystko wydaje się „na miejscu”. Obraz, który świeżo „zszedł” ze sztalugi, już rok później wygląda troszeczkę inaczej, a im dalej w las, tym zmiany większe. Dlaczego? Musimy pamiętać o kurzu, który na nim osiada, świetle, które zawartym w sobie ultrafioletem sprawia, że barwy „płowieją”, a też papierosy, które palimy w jego otoczeniu zostawiają na farbie brązową smółkę. Tak się dzieje, gdy werniksu nie ma. Sytuacja jest podobna, gdy werniks jest, ale wtedy to on bierze na siebie całą brudną robotę. Farba ulega zmianom – bo musi, ale dzieje się to dużo, dużo wolniej. Szybciej natomiast zmienia się werniks. To on żółknie, czasem staje się mniej przejrzysty, gdy w otoczeniu obrazu jest wilgotno, „zbiera” na sobie kurz i wszelkie zanieczyszczenia powietrza. W efekcie końcowym, któregoś pięknego dnia odkrywamy, że obraz, który w naszej pamięci i opowiadaniach był kolorowy, już taki nie jest. Zgłaszamy się wtedy do konserwatora, bo mamy „popsuty” obraz. Pamiętajcie, że obrazy nabawiają się w czasie swojego czasem długiego życia różnego typu nawarstwień, reperacji, szerokich retuszy czy wręcz przemalowań; to wszystko w połączeniu z brudnym, zmienionym kolorystycznie, werniksem może pozbawić nas przyjemności oglądania obrazów takimi, jakimi stworzyli je malarze. Nie jest to jednak katastrofa, ponieważ można te wszystkie naleciałości i brudy umiejętnie usunąć. A efekt…? Życzę wszystkim, żeby obrazy po konserwacji zawsze cieszyły nasze oczy soczystością barw, podobnie jak Grunwald.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *