Sezon na pomarańcze

Kochani!

Moja praca dobiegła końca. Pomarańczarka wraca na należne jej miejsce w Galerii Sztuki XIX Wieku, by tam przywoływać nastrój dawnej Warszawy i roztaczać zapach zwilżonych jesienną mgłą pomarańczy. Ja też wracam. Z dalekiej podróży w czasie, jaką obie odbyłyśmy. Żmudna i trudna to była praca, ale mam nadzieję, że pan Gierymski, by się nie pogniewał i nie obraził na jej efekt.

Długo nie pisałam o tym, co robię, ale przecież trudno ciągle pisać – w końcu jestem konserwatorem. Retuszuję, retuszuję i jeszcze raz retuszuję… Tak jak już powiedziałam, goniłam za ostatnimi promieniami jesiennego słońca. Przypalałam sobie kark, siedząc przy oknie w gabinecie szefowej, ale udało się. Ta naturalna lampa oświetliła mi tak dobrze warstwę malarską, że mogłam nabudować retusze, niemal odtwarzając warstwowość oryginału. Nie jest bowiem tak, że wystarczy spojrzeć na obraz z lotu ptaka – dostosować do niego retusz… i gotowe. W tym wypadku należało przeanalizować to, co autor namalował na „spodzie”, potem kolejno wszystkie następne warstwy, a następnie spróbować to powtórzyć. Wszelkie próby pójścia na skróty powodowały, że musiałam powtarzać retusz. „Babcia” do końca robiła za nauczycielkę, która swojego niesfornego ucznia strofowała, uderzając przysłowiową linijką po palcach…

Pracę kończyłam w pracowni przy świetle lampy do retuszu. Obraz dostał nową, ale starą ramę. Pamiętacie? Przywiozłam go bez ramy. Znaleźliśmy podobną w stylu do oryginalnej (znanej z fotografii archiwalnej) w magazynie. Koleżanka zrobiła jej konserwację. Teraz mamy już komplet. Jak wygląda – zobaczycie i ocenicie sami.

Dla mnie była to pasjonująca przygoda i podróż w nieznane. Poniekąd każda rozległa konserwacja jest taką podróżą. Jak każda nowa droga uczy nas czegoś o nas samych, o otaczającym nas świecie i ludziach. Różne rzeczy się nam po drodze przytrafiają. Niektóre śmieszne, niektóre smutne. Wracamy ci sami, ale nie tacy sami. Podobnie jest ze mną. Teraz już czas pożegnać się z tym obrazem mieszkającym ze mną w pracowni ponad rok i oddać go Waszym oczom. Mam nadzieję, że patrzenie na niego sprawi Wam równie dużo przyjemności, co mnie. W ten przedświąteczny czas nie zapomnijcie wpaść w odwiedziny do Babci, która na pewno poczęstuje Was świeżymi pomarańczami i może coś Wam opowie, czego jeszcze nie opowiedziała mnie…

A ja wyruszam w dalszą konserwatorską drogę. Będę podążać za panem Aleksandrem i jego obrazami podróży po Europie, żeby w maju 2014 roku spotkać je wszystkie w Warszawie na wystawie monograficznej.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *