„[…] i gna coraz prędzej”

Znów spotkała mnie KoleżAnka, kiedy dosyć już późną porą przeciągałam wraz z szefową i towarzyszącymi nam panami przez muzeum. Ciągnęliśmy za sobą „wagony”, czyli walizki, torby, statywy etc. Co też wzbudziło zainteresowanie, zmęczonej już po całym dniu pracy KoleżAnki.

– Skąd wracasz? – zapytała.
– Ze szpitala – odpowiedziałam.
– Jezus Maria, co się stało? Jesteś chora!?
– Nie, robiliśmy rentgeny – powiedziałam, goniąc za moimi towarzyszami podróży i zostawiając moją rozmówczynię ze znakami zapytania w oczach.

A było to tak…
Mój pęd do wiedzy o twórczości i życiu Gierymskiego nie przerodził się jeszcze w obsesję (czyżby…), ale niczym rozpędzony pociąg, gna coraz prędzej. Pokonanych przeze mnie kilometrów jest coraz więcej. Ledwie zdążyłam wrócić z laboratorium w Krakowie (o czym jeszcze opowiem), a już za chwilę byłam w drodze do Łodzi. Obrazy – inaczej niż ludzie – nie gustują w podróżach, ale czasem, gdy nie ma innego wyjścia, trzeba im zafundować przejażdżkę.

Niestety nasze muzeum nie posiada rentgena. Koledzy w Krakowie bardzo mi pomogli, wykonując dla mnie serię fotografii. Są jednak zajęci swoją pracą, więc zrobili, co mogli i na tym koniec. Musiałam zatem poszukać innych rozwiązań. Dzięki pomocy i uprzejmości naszej Dyrekcji i sponsora oraz dyrektora SZPITALA (sic!) udało się!

No więc zapakowałam się i pojechałam z moimi nietypowymi pacjentami do Szpitala Powiatowego w Brzezinach. Ale była jazda! Bardzo się nami tam zaopiekowano. Pacjent był cierpliwy i się nie ruszał, nie oddychał i nie zrzędził, ale mimo to sprawiał trudności. Ustawienie odpowiednich parametrów zajęło dłuższą chwilę, ale trafiło na mistrza – Pana Bogdana, który wykazując się cierpliwością, wyjątkową precyzją i profesjonalizmem, zrobił arcypiękne i dokładne fotografie przywiezionych przez nas obrazów.
Opuściliśmy Brzeziny bogatsi w dobre wspomnienia o wspaniałych, oddanych swojej pracy ludziach – pasjonatach i miłośnikach sztuki. Ja mam kolejne jedenaście obrazów, o których dowiedziałam się czegoś nowego, a zebrana dokumentacja zasili muzealną bazę danych. Hura!

I tak krok po kroku, kilometr po kilometrze, niczym w pędzącym pociągu, z wiatrem we włosach i obłędem w oczach… trwa budowanie wystawy.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *