Ciocia z Ameryki, czyli krakowski LANBOZ

Nikogo nie trzeba przekonywać, że posiadanie cioci w Ameryce może sprawić dużo radości, bo przecież o korzyściach materialnych wspominać nie wypada. Nie jesteśmy przecież materialistami, prawda?
Tak, taka ciocia to istny skarb!

Dzisiaj u niemal wszystkich, do których zaglądam, pukam, stukam i czegoś chcę w kwestii Gierymskiego, napotykam podobne problemy. Brak pieniędzy, brak siły perswazji, brak chęci i brak myślenia perspektywicznego… Ale jak tu tworzyć perspektywy, jeżeli zewsząd słychać, że „się nie da”, bo to, bo tamto, bo owamto. Zawsze dobre argumenty… rozgrzeszające sumienia jednych i uciszające drugich. No to się nie da.

Ale jest takie miejsce, gdzie niby się nie da, ale jednak się da. I to jest super!
Cicho, systematycznie, konsekwentnie i z uporem nasi koledzy z Krakowa wybudowali LANBOZ (Laboratorium Analiz i Nieniszczących Badań Obiektów Zabytkowych). Dobrze, że im się udało i to w czasach, trwającego niemal permanentnie kryzysu. Zgromadzili i pracują na bardzo nowoczesnym sprzęcie badawczym i wciąż się rozwijają. Z entuzjazmem, zaangażowaniem, wkładając w to wiele pracy, kształtują nową jakość technik badawczych związanych z konserwacją dzieł sztuki. Na konferencji prasowej, której mogłam posłuchać, tymi osiągnięciami chwaliła się nawet sama Dyrekcja. No Koledzy – gratulacje!

Co ciekawe, u nich nigdy nie ma mowy o tym, że coś „się nie da”. Jeżeli jakiegoś sprzętu nie posiadają, to są gotowi do szukania i nawiązania współpracy z kimś, kto go ma – no i się daje. Zawiozłam kolegom dziesięć obrazów do badań, korzystając ze współpracy między naszymi muzeami, związanej zwłaszcza z organizacją wiosennych wystaw. Więcej nie mogłam, bo oni też mają swoje zadania i programy naukowe. A obie wystawy monograficzne Gierymskich, zarówno warszawska Aleksandra, jak i krakowska Maksymiliana, otwierają się niemal w tym samym czasie.

Możliwości badawcze, jeżeli chodzi o przestrzeń, pracowników i sprzęt mają jednak swoje ograniczenia. No i trochę daleko do tej Ameryki w Krakowie. Badania przecież kosztują, a poza tym wiążą się z nimi również niebagatelne koszty ukryte. To cała logistyka. Przygotowanie obiektów, materiały do pakowania, ochrona, transport, hotele dla całego zespołu ludzi. No, ale nie marudźmy. Jak już pokonamy te wszystkie wewnętrzne rafy pod tytułem „się nie da”, to pozostaje już tylko się cieszyć, że mamy gdzie pojechać z tym naszym cennym ładunkiem. A jak już dojedziemy i rozładujemy obiekty, to możemy liczyć na życzliwą atmosferę, czarną kawę o ósmej rano, a potem bardzo profesjonalne potraktowanie nas samych i naszych drogocennych pacjentów.

Dobrze jest mieć dobrą ciocię, nawet jeśli trzeba pojechać do Ameryki.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *