Myśli nieuczesane

Urlop – nawet krótki – to świetna rzecz. Można przewietrzyć umysł, dać odpocząć ciału i nareszcie porządnie się wyspać, a co za tym idzie otworzyć się na nowe wrażenia, które umysł w stanie relaksu chłonie inaczej niż gdy jesteśmy w codziennym kieracie. Jest to w każdym razie bardzo przyjemne doświadczenie. Szczególnie jeśli udaje się na chwilę oderwać myśli od np. pana Gierymskiego – jak to było w moim przypadku. Jest to jednak również czas, w którym pojawiają się różne refleksje… Ostatnio dużo się mówi i promuje zagadnienie ochrony dziedzictwa kulturalnego. Jest to pojęcie, które obejmuje coraz to większy zakres zagadnień. Chronimy dziedzictwo materialne, ale także niematerialne, jak obyczaje czy tradycje (…). Chronimy w sposób specjalny zabytki piśmiennictwa oraz w coraz większym zakresie również środowisko naturalne.

Z mojego punktu widzenia dziedzictwo związane jest z historią i naturą człowieka, chociaż nie tylko. Dziedzictwem, czyli spuścizną jest bowiem wszystko, co człowieka otacza, a co otrzymał jako miejsce swojego życia i rozwoju. Będąc na krótkim wypoczynku w naszych pięknych Tatrach, zaczęłam się intensywnie zastanawiać, czym tak naprawdę „w praniu” jest ochrona i kultura. Z różnych stron słychać narzekania na zaniedbania, na uchybienia, na bród i śmieci zalegające w różnych miejscach… Śmieci faktycznie są wszędzie. Nawet w Parku Narodowym i można nawet powiedzieć, że przyszły tam same – na butach, zresztą nierzadko bardzo drogich butach. Przyszły i nie wyszły… Śmieci będą zbierały dzieci w kolejnych akcjach „sprzątanie świata”… Super. Dorośli dają dobry przykład. „Turyści” idący od Morskiego oka odwiedzają schroniska i bary, zachowując się jak ciężarówki podjeżdżające do stacji benzynowych. Czyli tankowanie i odjazd z głośnym zawodzeniem powszechnie znanych popularnych piosenek. Bo niech się misie dowiedzą, że kultura muzyczna u nas wysoka!

Park w końcu narodowy też swoje liczne grzechy posiada. Tak więc w jednej miejscowości mamy szansę w muzeum wskoczyć w śliskie muzealne kapcie, żeby potem skręcić nogę na zaniedbanych i zdewastowanych szlakach, ślizgając się na plastikowych opakowaniach od batoników. Zmęczeni wracamy do kwatery, gdzie przyjechała właśnie rodzina z dziećmi na weekendową libację alkoholową i pragnie zabalować do czwartej nad ranem… Dziedzictwo?

Wracając do domu, skorzystałam z gościny i zanocowałam na jednym z nowych – choć mających już swoje lata, ale za to chronionych – osiedli w Krakowie. Tam też zagłębiłam się w lekturę o bezcennej stracie wojennej. Przechodziłam od rozbawienia po lekką irytację i już nie wiem, czy samą książką, czy przerwami wywołanymi kolejnymi butelkami wrzucanymi do specjalnego kontenera na szkło a ustawionego tuż pod oknem… I tak od szóstej rano do drugiej w nocy… No bo na osiedlu nie można postawić kosza tak, żeby nie przeszkadzał mieszkańcom, a i mieszkańcy jego muszą pokazać, że kultura życia społecznego jest i należy ją zaznaczyć głośnym rozbijaniem kolejnych podwiezionych w tym celu reklamówek pełnych pustych butelek… o drugiej w nocy. Książki nie skończyłam, ale doszłam do wniosku, że do tematu strat wojennych wrócić warto i to nieco bardziej na serio i coś Wam jeszcze o tym opowiedzieć.
Temat dziedzictwa kulturalnego pozostawiam zatem do dalszych – już niedługo niemal zimowych – przemyśleń.

A teraz z przyjemnością wracam do pracy nad dziedzictwem. Wiem, że wkrótce odbierze mi to spokojny sen, kiedy to w ciszy usiądę do komputera, żeby spisać rzeczy, które z trudem uzbierałam, analizując twórczość Gierymskiego.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *