Wykładamy…

Kochani !

Jak się już zorientowaliście z pisaniem przez konserwatorów są niejakie problemy i jakoś nie idzie nam to regularnie, a i o wielkie urozmaicenie tematyczne trudno. Jak do tej pory przynajmniej.

Spróbujmy więc czegoś innego. Korzystając z możliwości jakie daje blog chcę Was zaprosić na cykl wykładów związanych z obchodami 150-lecia Muzeum. Konserwatorzy również zabiorą głos. Jeżeli będziecie w Warszawie i znajdziecie czas i ochotę żeby nas posłuchać to serdecznie zapraszamy. Oczywiście zapraszamy na cały cykl wykładów, który zapowiada się niezwykle interesująco a już został zainaugurowany wykładem Dyrektor Morawińskiej.

A oto nasz – konserwatorski „rozkład jazdy” :

W ramach cyklu wykładów jubileuszowych towarzyszących obchodom 150-lecia Muzeum Narodowego w Warszawie zapraszamy na wykłady dotyczące zagadnień konserwacji i opieki nad zbiorami. Wykłady odbywają się w każdą środę w sali kinowej Muzeum Narodowego w Warszawie o godz. 17.30 (wstęp wolny).

Wykłady z dziedziny konserwacji i opieki nad zbiorami:

27 czerwca 2012
Konserwacja muzealna w świetle działań konserwatorów Muzeum Narodowego w Warszawie – Dorota Ignatowicz-Woźniakowska, główny konserwator MNW

4 lipca 2012
Czy Malczewski mógłby być Pankiewiczem? – niepowtarzalność twórcy okiem konserwatora – Anna Lewandowska, konserwator w Pracowni Konserwacji Malarstwa Sztalugowego MNW

11 lipca 2012
„Bitwa pod Grunwaldem” Jana Matejki – działania konserwatorskie dawniej i dziś –
Dorota Ignatowicz-Woźniakowska, główny konserwator MNW wraz z zespołem

18 lipca 2012
„Jak się obchodzić z dziełem sztuki” – Dorota Ignatowicz-Woźniakowska, główny konserwator MNW wraz z zespołem

27 lipca 2012
Mikrobiologia w muzealnictwie – profilaktyka i dezynfekcja – Marcin Draniak, kierownik Laboratorium MNW

1 sierpnia 2012
Określenie palety malarskiej i techniki twórcy w świetle badań materiałowo- technologicznych – Elżbieta Rosłoniec, konserwator w Laboratorium MNW

8 sierpnia 2012
Prace konserwatorskie i dokumentacyjne na przykładzie płaszcza koronacyjnego Augusta III oraz kilku innych obiektów ze zbiorów MNW – Jolanta Latkowska-Romaniuk, kierownik Pracowni Konserwacji Tkanin w MNW wraz z zespołem

22 sierpnia 2012
XVIII-wieczny haftowany ornat wykonany dla zakonu kapucynów, znajdujący się w zbiorach MNW – historia i konserwacja – Mirosława Machulak, konserwator w Pracowni Konserwacji Tkanin MNW.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Do dublażu!

Kochani!

W tym momencie na dwóch frontach podstawowych trwają intensywne prace przygotowawcze.

Grunwald to wciąż i nieustająco pole bitwy. Budowana jest i ubierana w złote szaty rama, a sam obraz za chwilę otrzyma część brakującej garderoby, czyli retusze w miejscach, w których kity zostały tak pracowicie wymodelowane przez koleżanki konserwatorki.

Pomarańczarka po powrocie z „pokazu dzieł odzyskanych” również przeżywa kolejną fazę intensywnego zaopiekowania. Usuwam – pozostawiony na czas pokazu – pas przemalowania. W tym samym czasie Piotr i Dorota przygotowują niezwykle starannie tkaninę, na którą obraz zostanie zdublowany. Czyli „po całości” podklejony. Przypomina to przygotowanie wielkiego plastra. Jak już mówiłam, Pomarańczarka ma „uczulenie” na temperaturę, więc w tym wypadku dublaż odbędzie się „na zimno”.

Możecie zapytać, po co dublaż, skoro płótno oryginalne nie jest uszkodzone? Ci, którzy widzieli obraz na pokazie już to wiedzą. Otóż, dublaż można obrazowo porównać do opatrunku gipsowego na złamanej nodze. Po co więc zakładać gips, jeżeli kość (a w tym wypadku płótno) jest cała? Przedstawmy to tak: kość jest rusztowaniem dosyć sztywnym, ale sprężystym dla elastycznego ciała. W wypadku obrazu (tego konkretnego) jest inaczej. Płótno, czyli kościec, jest bardziej elastyczne i „ruchome” niż krucha i wrażliwa warstwa malarska, czyli ciało. Aby pomóc ją ustabilizować, należy powstrzymać zbyt swawolny ruch płótna.

No to do dzieła!

Dublujemy w tym tygodniu!

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

P.S. Jeśli jesteście w Warszawie i macie ochotę posłuchać, co jest moim drugim „konikiem” poza Pomarańczarką, to zapraszam do MNW 4 lipca 2012 roku o godzinie 17.30 (na godzinną prezentację).

Pierwszy wpis po otwarciu

Kochani!

Znowu trochę wody upłynęło, ale…

Muzeum otworzyło swoje podwoje. Jeszcze nie na 100%, ale już jest interesująco. Kolejne stałe ekspozycje będą otwierane sukcesywnie. A Wy będziecie mieli możliwość „smakowania” ich jak kolejnych ciasteczek. Będziecie mogli również zobaczyć przez cały czerwiec, jak dalej prowadzimy prace konserwatorskie przy Bitwie pod Grunwaldem.

Opowiadałam o konserwacji Pomarańczarki w Noc Muzeów i zastanawiałam się, czy w tej rzece zainteresowanych był ktoś z Was… Nikt się jednak nie zdradził. A ja ciekawa jestem Waszych pytań. Wszelakich – „jak?”, „dlaczego?”, „po co?”, „czy zawsze tak się robi?”, „co dalej?” Czasami nawet nie zdaję sobie sprawy, co może być dla Was interesujące, a co niejasne. Często układając dla Was pokazy z prac konserwatorskich wyświetlane na monitorach, zadaję sobie pytanie, co Wy chcielibyście na takim pokazie znaleźć dla siebie. Jak urozmaicić lub wzbogacić materiał, żebyście się nim ucieszyli i zaczerpnęli tyle informacji, ile oczekujecie. Robię dokumentację z działań na bieżąco i jak woda z kranu „ucieka” z umywalki, tak i ja nie mogę już do wielu czynności powrócić i utrwalić ich na karcie pamięci aparatu. Ostatnia uchwycona w kadrze ulotna chwila, to Pomarańczarka, która podczas Nocy Muzeów budziła ogromne zainteresowanie publiczności.

Dziękuję! To bardzo przyjemne, kiedy możemy podzielić się z innymi przemyśleniami związanymi z pracą, którą wykonujemy – zarówno naszymi fascynacjami, jak i frustracjami. Dlatego z niecierpliwością czekam na informacje zwrotne od Was!

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

 

Jak Feniks z popiołów…

Kochani,

Chwilę się nie odzywałam, ale za to szykowałam małą niespodziankę.

Przed zdublowaniem Pomarańczarki, czyli przed naklejeniem jej na dodatkową – w tym konkretnym przypadku niemal przezroczystą – tkaninę, muszę obraz oczyścić z przemalówek. Oj, dużo tego! Niemal 60% powierzchni warstwy malarskiej uległo w mniejszym lub większym stopniu sile pędzla introligatora, który wykonywał powojenną konserwację. „Uległo”, ponieważ ta praca pędzlem, acz niebywale skuteczna, pozbawiona była wszelkich przejawów precyzji, finezji, czy zwykłej dokładności w doborze koloru. Innymi słowy – obraz został przemalowany po tak zwanej formie (czyli bez zmiany kompozycji). Dlaczego konserwator to zrobił? Żeby ukryć liczne uszkodzenia. No i po coś jeszcze… Na licu, a szczególnie w partii nieba, było bardzo dużo drobnych wykruszeń warstwy malarskiej, której sam był niestety sprawcą. Naklejenie obrazu na sklejkę nie rozwiązało problemu „nietrzymania się” farby, która nadal odpryskiwała. Zastosowanie farby olejnej o zbliżonym „niebkowym” kolorze nie tylko ukryło te wykruszenia, ale jednocześnie skleiło kruchą warstwę malarską.

Muszę wam się przyznać, że te wykopaliska są dla mnie fascynujące. Pomimo wszelkich licznych… No dobrze… Bardzo licznych uszkodzeń… Spod maleńkich przesyconych rozpuszczalnikiem wacików, wyłania się wspaniała i kunsztowna warstwa malarska. Obraz ożywa. Układa się. Ustawia przestrzennie. Pokazują się barwy jasne, przejrzyste, świetliste. W farbie pokazują się różnice nawarstwień, impasty, mięsistość przeciwstawiona lekkim mgiełkom położonym niemal laserunkowo.

Powiem Wam coś. Nie szkoda było ani wysiłków Sponsora, ani nieprzespanych nocy spędzonych na obmyślaniu, co i jak można albo częściej – nie można – zrobić. Dzisiaj odniosłam po raz pierwszy wrażenie, po tych wielu miesiącach pracy, że pomimo wszystko uda się. Obraz zaczął się budzić.

Zrobiłam dla Was kilka fotografii, tak żebyście mogli zobaczyć to, co ja oglądam, i jak to widzę w tej chwili.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Grunwald powrócił

Przez ostatnie 22 miesiące praktycznie go nie było. Podczas konserwacji dokonaliśmy „rozbioru” obrazu na czynniki pierwsze.

Wszystko, co zrobił Matejko pozostało.

Wszystko, co dodali nasi poprzednicy – konserwatorzy – zostało usunięte.

W lipcu 2010 roku zdejmowało go ze ściany 36 pracowników muzeum.

Teraz, 30 marca 2012 roku, został podniesiony do pionu i dźwignięty na wysokość ekspozycyjną praktycznie przez jednego człowieka (inni pracownicy jedynie zabezpieczali całą operację).

Jak to możliwe?

Konstrukcja stalowa, system bloczków, kołowrót, przekładnia ślimakowa i lina stalowa o średnicy 4 mm. Kręcimy kołowrotem. Obraz podnosi się do pionu, a następnie unosi na żądaną wysokość.

Całkiem proste.

Dodatkowo jego waga zmniejszyła się z ok. 700 do 290 kg!

Nowe krosno sprawi, że obraz będzie rozciągany ze stałą siłą bez względu na zmiany wilgotności.

Stał się bardziej elastyczny.

Nabrał koloru.

Na tle ciemnej ściany Sali Matejkowskiej wygląda, jakby lewitował. Przez dwadzieścia dwa miesiące był przedmiotem naszej największej troski. Gdy skończymy prace, znów będzie dla nas tylko jednym z wielu obrazów w muzeum.

 * Które z dzieci jest najbardziej kochane?
To, które jest chore, dopóki nie wyzdrowieje.

 

Piotr Lisowski
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

Ślimak na wybiegu

Kochani!

Wy czekacie na wieści o Pomarańczarce (taką mam nadzieję…), a ja czekam na akceptację protokołu po ostatniej komisji konserwatorskiej.

Chciałabym Wam kilka rzeczy pokazać w formie filmu, ale z tym muszę jeszcze chwilę zaczekać. Liczę, że dzięki pomocy PZU, bardzo życzliwego mecenasa, uda się nam opowiedzieć i pokazać niejedno pasjonujące przedsięwzięcie.

Ja, wspierana życzliwością i pomocą kolegów oraz kierownictwa, będę uczestniczyć w przygotowaniu wystawy monograficznej Aleksandra Gierymskiego. Pierwotnie otwarcie planowane było na początku przyszłego roku, ale różne okoliczności spowodowały przesunięcie wystawy.

To fascynujący i pasjonujący materiał, a dla konserwatora – spore wyzwanie. Niemal „dwa nagie miecze” wbite tuż „przed nosem”. Będąc nieostrożnym można między nie wpaść niczym między ostrza sieczkarni, ale można je również wyjąć i posłużyć się nimi np. jak kijkami trekingowymi.

A póki co – odsłoniłam Pomarańczarce twarz… W ogóle to już zdążyłam trochę odsłonić i to nawet trochę więcej niż trochę mniej. Jest więc szansa na popędzenie dalej z prędkością ślimaka na wybiegu. Bo czego, jak czego, ale pośpiechu to ten obraz nie lubi.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Bitwa zawieszona!

Kochani!

Stało się to w ostatni piątek (30 marca 2012 r.) o godzinie 13.40.

Obraz Jana Matejki Bitwa pod Grunwaldem został zawieszony na swojej nowej konstrukcji. Długo na ten moment czekaliśmy i dużo się napracowaliśmy, żeby do niego doprowadzić. Dzieło zostało położone 13 lipca 2010 i do dzisiaj zmieniało jedynie pozycję ułożenia na podeście, a to licem w dół, a to licem w górę, w zależności od etapu pracy.

Bitwa dostała nowe wspaniałe krosno oraz nową konstrukcję, na której zawisła. Wszystko odbyło się pomyślnie. Zawieszenie wymagało precyzji i uwagi.
 

Obecni świadkowie tego wydarzenia nie kryli poruszenia, a niektórzy nawet wzruszenia.

Więcej i dokładniej opowiemy Wam o tej trudnej operacji w kolejnym wpisie.

Prace konserwatorskie będą nadal trwały, więc trzymajcie za nas kciuki!

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie


 

Oko cyklonu

Kochani!
 
Cisza czasami oznacza po prostu uspokojenie, bezruch… Jednak jest jeszcze wśród wielu innych rodzajów ciszy ta, którą określamy „ciszą na morzu”. Jest to uspokojenie chwilowe zwiastujące czające się za plecami żywioły.

Cisza na blogu oznacza, że w salach muzealnych szaleje tajfun – 10 w skali Beauforta. A w zasadzie, to już sama nie wiem, czy to tajfun, czy trąba powietrzna. Dookoła latają wiaderka z farbą, wałki malarskie, stelaże, płyty, wiertarki… A w powietrzu unosi się pył z cyklinowanych podłóg.

W oku cyklonu trwają prace nad konserwacją Grunwaldu – w tym tygodniu obraz zostanie naciągnięty na nowe krosno i zawieszony.

Pomarańczarka „pozbywa się” zabezpieczenia z bibułki japońskiej. Pomalutku, powolutku, stopniowo usuwam zabezpieczenie. Najpierw dwie warstwy, a teraz trzecia – ostatnia, leżąca bezpośrednio na warstwie malarskiej. I znowu nie jest łatwo, i jak zwykle siadając do tego obrazu, muszę „zamknąć wszystkie drzwi i okna”. Pełna koncentracja, skupienie i izolacja. Nawet jeżeli jest to tylko dziesięć minut, między odebraniem telefonu, który nieustannie dzwoni w Pracowni, a biegiem w kierunku Sali Grunwaldzkiej.

I tak wszyscy gonią, wytwarzając własną trąbę powietrzną. A to wracają obiekty z wypożyczeń, a to trzeba przygotować obrazy na wystawę otwierającą, a to trzeba zaopiniować kilkadziesiąt obrazów na kolejne wypożyczenia, jeszcze je przejrzeć i przygotować do drogi oczywiście, a to ktoś zapomniał młotka, a to zabrakło drutu.

– Gdzie te kliny?
– Chyba gdzieś się zawieruszyły.
– Trzeba odkurzyć podłogę!
– A gdzie jest skrzynia narzędziowa? Kto ją zabrał?!

Wieje, wieje, rozpędza się to tornado i im bliżej maja, tym silniej dmie. A mi coraz bardziej się marzy spokojna chwila w oku tego cyklonu. I niech nam się uda, Mili moi, ale bez łez. Chyba że będą to kręcące się w oku łzy wzruszenia.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie


 

No to, co my tutaj robimy?

W skrócie można powiedzieć – dbamy. Pielęgnujemy pamięć, przedłużamy żywot obiektów, przywracamy blask… Naszą pracę mam w zwyczaju porównywać z biegiem sztafetowym. Starsi koledzy przekazali nam pałeczkę, czyli kolekcję, o którą sami przez całe swoje zawodowe życie dbali. My poniesiemy ją dalej, starając się przekazać następcom w jak najlepszym stanie. Dzieła się starzeją razem z nami, tylko każdy w swoim tempie. Niektóre w wyniku wypadków tracimy. Nie wyznaczamy limitu czasu, w jakim mają żyć, nie myślimy o tym. Nasze działania nastawione są na przekazanie zbiorów kolejnym pokoleniom.
Mawiam zwykle, że im mniej widać działalność konserwatora, tym lepiej. Bo sztuka konserwacji między innymi na tym polega, żeby przedłużać życie dzieła i przekazywać piękno koncepcji artystycznej oraz kunszt wykonawstwa, samemu pozostając w cieniu.
 
Dział Konserwacji w naszym Muzeum to osiem wyspecjalizowanych Pracowni
i Laboratorium
Zajmujemy się konserwacją bardzo zróżnicowanych obiektów, tak pod względem materiałów, technik, wieku czy wielkości. „Reperujemy” obrazy na płótnach, ołtarze średniowieczne, pergaminy, papirusy, ceramikę, szkło, metal, lakę, meble (rzeźbione, inkrustowane, polichromowane), ramy, zegary, gobeliny, futra, szaty liturgiczne, ubiory, rzeźbę kamienną, terakotę, tworzywa sztuczne i wiele, wiele innych rzeczy. Wszystko, co tworzy kolekcję Muzeum Narodowego. W codziennych zmaganiach z materią, mikrobiologią i klimatem muzealnym pomaga nam Laboratorium.
 
Zespół – to 44 osoby
Jeżeli w tym momencie pomyśleliście – dużo ich! To tylko wyjaśnię, że zajmujemy się największym zbiorem w kraju, liczącym ok. 900 tysięcy dzieł sztuki. A teraz, jak już sobie te fakty złożyliście, to liczba konserwatorów zmalała radykalnie.
Nie zapominajmy również, że opieka konserwatorska nad zbiorem ma złożony charakter i moment, kiedy obiekt trafia „na stół”, jest tylko jednym z wielu jej przejawów. Przeglądamy, opiniujemy, szykujemy do podróży, przygotowujemy obiekty zarówno do pojedynczych wypożyczeń, jak i na wystawy wyjazdowe, uczestniczymy w transportach, kontrolujemy warunki wilgotnościowo-temperaturowe, odkurzamy, zabezpieczamy itd. I zdarza się wielokrotnie, że wszystko dzieje się niemal w jednym czasie. Nie dziwcie się więc, gdy dzwonicie do którejś z naszych Pracowni i przez jakiś czas nikt nie podnosi słuchawki. To nie znaczy, że nas nie ma. My bardzo jesteśmy…, tylko w innym miejscu.
 

Pracownia Konserwacji Rzeźby i Malarstwa na Drewnie

Pracownia Konserwacji Ceramiki, Szkła i Metalu

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Pracownia Konserwacji Mebli Zabytkowych

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

 

Od ogółu do szczegółu

Kochani!

Różne ciekawe rzeczy dzieją się w naszym zamkniętym na czas rearanżacji Muzeum. Wszyscy się starają, żeby nowa odsłona galerii przypadła do gustu naszej publiczności, czyli Wam. Chcemy opowiedzieć historię piękna, estetyki, zmieniających się czasów i mód, tak, by każdy mógł tutaj znaleźć coś dla siebie. W przyjaznym i otwartym otoczeniu. Konserwatorzy różnych specjalności mają więc pełne ręce roboty. Następnym razem przybliżę nasz zespół i opowiem co nieco, co też my tu robimy.

A teraz mały skok od ogółu do szczegółu i wracamy do Pomarańczarki.

Piotr naciągnął obraz na krosno pomocnicze za pomocą pasów płóciennych, tak aby był dostęp do całej jego powierzchni. Jednocześnie w ten sposób go unieruchomił.

Ja natomiast wybrałam środek i metodę, czyli nawiązując do tego, co mówiłam ostatnio zdecydowałam się na rodzaj trucizny i sposób, w jaki ją zaaplikuję. Do tego, jak to zrobię nie doszłam jednak drogą przebłysku inteligencji, tylko próbami, jakie wcześniej wykonałam. Upewniłam się również, że nie będę miała problemu z usunięciem zabezpieczenia z bibułki japońskiej. Powolutku, krok po kroku, kawałek po kawałku – wprowadzam impregnat do wnętrza struktury obrazu. Codziennie „robię” jeden kawałek. Rano nanoszę impregnat, a potem przez cały dzień „suszę” płótno. Suszenie polega na wymienianiu co piętnaście minut kawałków silikonowanego papieru, aż do całkowitego wchłonięcia nadmiaru wilgoci. Zaimpregnowany fragment cały czas jest obciążony woreczkami z piaskiem. Jak widzicie – na razie nie mogę się rozstać z tą górą woreczków. Ten etap pracy zajmie mi jeszcze trochę czasu, a potem zobaczymy, co dalej.

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego