O tym, jak olejny obraz Jana Matejki stał się obrazem olejno-żywicznym i co z tego wynikło

Matejko był solidnym, spokojnym i uczciwym człowiekiem o poglądach cokolwiek konserwatywnych. Aby się o tym przekonać, wystarczy poczytać „Dzienniki” Gorzkowskiego. Swój przekaz artystyczny (namalowane obrazy) malarz opierał na solidnej podbudowie archiwalnej oraz przedmiotach z epoki. Technologię w swych realizacjach dobierał z rozmysłem, stosując sprawdzone rozwiązania i materiały.
Ot, solidna firma z patriotycznym przesłaniem, ciesząca się zaufaniem i powszechnym szacunkiem (nie tylko społeczności Krakowa).

Poprzez swoją solidność i przewidywalność obrazy Matejki są zazwyczaj przyjazne konserwatorom. Zazwyczaj, bo Bitwa pod Grunwaldem z powodu swoich losów wojennych oraz wielkości, do takich nie należy. Zakażenia mikrobiologiczne, jakim obraz był poddany, zmieniły jego strukturę. Dotyczy to zarówno płótna, jak i warstwy malarskiej.

Fotografia mikroskopowa martwej grzybni we włóknach płóciennego podobrazia

Fotografia przebarwień warstwy malarskiej w partii nieba (od strony odwrocia)

Grzyby spowodowały rozkład celulozy we włóknach lnianego płótna. Bakterie spowodowały przebarwienia farby oraz rozluźnienie jej struktury; farba stała się wyraźnie bardziej porowata. Konserwacja przeprowadzona po wojnie przywróciła obrazowi kolor (choć niecałkowicie), ale również spowodowała przesączenie porowatej struktury farby werniksem mastyksowym. Był on środkiem popularnie stosowanym w tamtym okresie, potem został wyparty przez werniks damarowy, dzisiaj zaś przez werniksy akrylowe o lepszych parametrach optycznych i zabezpieczających dla powierzchni obrazu. Obecnie są prowadzone badania zawartości żywicy w próbkach farby. Jej własności w znaczący sposób utrudniają prowadzenie prac konserwatorskich na licu obrazu.

Piotr Lisowski
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

Nasi młodzi darczyńcy ze Stębarka

Czy wiecie, że w Stębarku jest Muzeum Bitwy pod Grunwaldem?
W Polsce jest wiele muzeów, ale dla nas właśnie TO muzeum stało się przyjacielem.
Harcerze z tego miasta podjęli własną inicjatywę zorganizowania zbiórki pieniędzy na konserwację Bitwy pod Grunwaldem.
Jakież było nasze zaskoczenie, kiedy 6 października 2011 r. pojawił się w MNW przedstawiciel Muzeum w Stębarku i przywiózł nam czek opiewający na uzbieraną przez harcerzy kwotę, której wysokość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania!
Wszyscy byli bardzo wzruszeni.
To naprawdę istotna pomoc, a jednocześnie wielkie osiągnięcie harcerzy. Takie inicjatywy – w tym przypadku bardzo młodych ludzi – są czymś wyjątkowym. Ich praca, trud, upór i ambicja są godne podziwu, zwłaszcza gdy dookoła mamy do czynienia z symptomami kryzysu wartości, a mówiąc o kulturze, chętniej sięgamy po pilota telewizyjnego z łatwo dostępną rozrywką niż po bilet do muzeum. Mogłoby się zdawać, że kulturze wysokiej coraz trudniej rywalizować z widowiskowością kultury masowej, a jednak…
Okazało się, że konserwacja Bitwy budzi zainteresowanie młodych ludzi, a efekt ich bezinteresownego zaangażowania upoważnia nas do nazwania ich konserwatorami dziedzictwa.
BARDZO DZIĘKUJEMY! Zarówno harcerzom, jak i dyrektorowi Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku.

Dorota Ignatowicz, Główny Konserwator MNW i Sławomir Moćkun, Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku

Konserwatorzy przy pracy

Konferencja prasowa poświęcona konserwacji obrazu

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

Konferencja, konferencja!

Zakończyliśmy pierwszy etap konserwacji – prace techniczne mające na celu wzmocnienie całej materii i struktury obrazu. Bitwa pod Grunwaldem ma już nowy dublaż „uszyty” na miarę techniki XXI wieku.
Teraz Bitwa została przekręcona i rozpoczęliśmy prace na licu. Ten moment stał się czasem święta. Nasi mecenasi (MKiDN, PKO BP), darczyńcy (Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku z harcerzami w roli głównej) oraz zainteresowane naszą pracą media mogły, po roku od rozpoczęcia konserwacji, znowu zobaczyć lico obrazu.
Ale się działo!

Zainteresowanie było ogromne. To miłe – zwłaszcza po miesiącach ciężkiej, mozolnej i wymagającej szalonej precyzji pracy, którą w dodatku trzeba wykonywać w niewygodnej pozycji.
Przekonanie się, że nasza praca wzbudza prawdziwe zainteresowanie, jest gratyfikujące. Dobrze robi przed przystąpieniem do kolejnego, jakże trudnego, etapu czyszczenia warstwy malarskiej z nieautentycznych naleciałości.
Dziękujemy, że nas wspieracie!

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

Koniec z prasowalnią?

Z ubraniami (trzymając się tego porównania) jest tak, że najpierw się je czyści, a potem prasuje. Z Bitwą jest inaczej. Najpierw została wyprasowana, a dopiero teraz jest czyszczona. Nareszcie leży farbą do góry.

Koniec z prasowalnią?

Z czego możemy ją oczyścić?
Na pewno z kilku warstw starego pożółkłego werniksu, a także z trzech warstw starych zmienionych kolorystycznie retuszy i trzech warstw nie zawsze precyzyjnie opracowanych kitów.

Jak wygląda metodyka czyszczenia?
Stosunkowo prosto i logicznie – zaczynamy od środków łagodnych, a następnie przechodzimy do tych bardziej radykalnych, stopniowo usuwając coraz to bardziej oporne elementy starych konserwacji. Dochodzimy wreszcie do punktu, w którym używane przez nas środki mogłyby stanowić niebezpieczeństwo dla oryginalnej farby położonej przez Matejkę. Tej granicy nie przekraczamy. Oznacza ona koniec czyszczenia chemicznego. Pozostaje nam jedynie czyszczenie mechaniczne. Tu już nie możemy się upierać – jeśli dalsze czyszczenie staje się niebezpieczne dla obrazu, zostaje natychmiast przerywane. W tej sytuacji musimy się pogodzić, że jakieś resztki starych konserwacji na nim pozostaną.

Koniec z prasowalnią?

Dlaczego się z tym godzimy?
Jednego możemy być pewni – zniszczone fragmenty dzieła są stracone na zawsze. Nawet zrekonstruowane nie zastąpią oryginału wykonanego przez Matejkę. Dlatego każdy, najdrobniejszy fragment ma dla nas tak istotne znaczenie. Za wiele lat technologia konserwatorska będzie dysponowała znacznie doskonalszymi narzędziami i środkami pozwalającymi na bezpieczne usunięcie „starej” konserwacji. Starej, czyli tej wykonanej przez nas oraz śladów tych przeprowadzonych wcześniej, które pozostawiliśmy z troski, by niczego nie uszkodzić.

Piotr Lisowski
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

Dramatyczne losy „Bitwy…” – cz. I

W liczącej ponad 130 lat historii Bitwy pod Grunwaldem nie brakowało wydarzeń dramatycznych. Dwukrotnie obraz był celem bezpośrednich ataków ze strony widzów – w roku 1885 szczęśliwie udaremniono próbę jego podpalenia przez młodą kobietę, natomiast w 1928 niepozornie wyglądający mężczyzna zaatakował płótno wyciągniętą spod płaszcza ciupagą, powodując rozdarcie długości ok. 1 m i szerokości 30 cm (na prawo od postaci Zawiszy Czarnego).

Uszkodzenie obrazu w 1928; fot. w: „Tygodnik Ilustrowany” 1928, I półrocze, s. 257

Dwukrotnie też Bitwa pod Grunwaldem doświadczyła zagrożeń wynikających z konieczności ewakuacji w obliczu działań wojennych. W lipcu 1915 roku, kiedy armia niemiecka zbliżała się do Warszawy, dzieło Matejki zostało wywiezione do Moskwy. Akcję tę zorganizował Aleksander Lednicki, przed wojną poseł do Dumy, współpracownik Wydziału Opieki nad Zabytkami przy Komitecie Polskim w Moskwie. Obraz – ewakuowany w głąb Rosji ze względów bezpieczeństwa – Polska zdołała odzyskać dopiero kilka lat po wojnie, na podstawie postanowień traktatu ryskiego z 1921 roku.

c.d.n.

Ewa Micke-Broniarek
Kustosz Zbiorów Polskiej Sztuki Nowożytnej