Dwóch braci, dwie wystawy

Kochani moi,

Zaczepiła mnie koleżanka Anka z wymownym – „no i co?”.
No i się nie wyrobiłam. Doba za krótka… Wystawa jak pociąg – stanęła na stacji końcowej. Postoi do sierpnia i odjedzie w przeszłość.

Jednak moja praca jeszcze się nie skończyła. I wcale nie myślę tutaj o wykładach dla szanownej i bardzo zainteresowanej publiczności, oprowadzaniu gości czy referatach do napisania (o konieczności ich wygłoszenia już nie wspomnę). Póki wystawa trwa, nadal prowadzę prace badawcze. Taki zbiór skrzętnie uzbieranych i sprowadzonych z rozmaitych instytucji czy od prywatnych właścicieli dzieł to jedyna w swoim rodzaju okazja do obserwacji rozwoju (a czasem bywa że i regresu) oraz zmienności twórcy. Od bardzo dawna trudno mi było się pogodzić z krótkotrwałością i nieodwracalnością tej chwili zwanej wystawą. Chwili, w której wszystkie dzieła można zobaczyć razem i przyjrzeć się ich wzajemnym relacjom. Bo może wyda się to śmieszne, ale nawet organizatorzy i twórcy wystawy nie widzą obrazów razem, aż do momentu, kiedy zostaną one zawieszone na ekspozycji.

Wszystkie te dzieła znamy, wszystkie oglądamy, ale ich wzajemne relacje obserwujemy dopiero drogą dedukcji i porównań materiału dokumentacyjnego, jaki przywozimy z kwerend po kraju. Tak więc nawet my możemy się wiele nauczyć i zrozumieć, kiedy w końcu jest szansa zobaczenia ich jeden obok drugiego. Wtedy możliwe są również korekty, odkrycia nowych związków oraz wytłumaczenia dla obserwacji poczynionych wcześniej. Dlatego staram się nie tracić tego cennego czasu.

Dodatkowo otworzyła się już wystawa krakowska przedstawiająca twórczość starszego z braci Gierymskich – Maksymiliana. To jedyna w swoim rodzaju okazja do zobaczenia tych dwóch indywidualności twórczych w tym samym czasie. Wystawa warszawska jest monograficzna, czyli opowiada o drodze twórczej tylko jednego malarza. Wystawa krakowska ma inny charakter. Możemy zobaczyć nie tylko dzieła Maksa, ale również twórców jemu współczesnych. Ich wzajemne fascynacje, podobieństwa i różnice w podejściu do tematów, nauczycieli oraz wpływ, jaki ci ostatni wywarli na swoich uczniów. Wystawy są bardzo różne i to poniekąd dobrze, bo nie kuszą, żeby je porównywać. Kontekst zbudowany wokół Maksymiliana można poniekąd odnieść do Aleksandra, co bowiem współczesne dla starszego z braci jest również aktualne dla młodszego. Wystawy stwarzają możliwość przyjrzenia się twórczości nie tylko obu Gierymskich, ale również bliższemu zapoznaniu się ze światem XIX wieku.

Zachęcam więc do wdrapania się na pierwsze piętro jednego i drugiego muzeum, aby zajrzeć chociaż przez dziurkę od klucza w czas miniony oraz zatrzymać się na chwilę przed talentem twórców otwierających drzwi do współczesności.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie

Ciocia z Ameryki, czyli krakowski LANBOZ

Nikogo nie trzeba przekonywać, że posiadanie cioci w Ameryce może sprawić dużo radości, bo przecież o korzyściach materialnych wspominać nie wypada. Nie jesteśmy przecież materialistami, prawda?
Tak, taka ciocia to istny skarb!

Dzisiaj u niemal wszystkich, do których zaglądam, pukam, stukam i czegoś chcę w kwestii Gierymskiego, napotykam podobne problemy. Brak pieniędzy, brak siły perswazji, brak chęci i brak myślenia perspektywicznego… Ale jak tu tworzyć perspektywy, jeżeli zewsząd słychać, że „się nie da”, bo to, bo tamto, bo owamto. Zawsze dobre argumenty… rozgrzeszające sumienia jednych i uciszające drugich. No to się nie da.

Ale jest takie miejsce, gdzie niby się nie da, ale jednak się da. I to jest super!
Cicho, systematycznie, konsekwentnie i z uporem nasi koledzy z Krakowa wybudowali LANBOZ (Laboratorium Analiz i Nieniszczących Badań Obiektów Zabytkowych). Dobrze, że im się udało i to w czasach, trwającego niemal permanentnie kryzysu. Zgromadzili i pracują na bardzo nowoczesnym sprzęcie badawczym i wciąż się rozwijają. Z entuzjazmem, zaangażowaniem, wkładając w to wiele pracy, kształtują nową jakość technik badawczych związanych z konserwacją dzieł sztuki. Na konferencji prasowej, której mogłam posłuchać, tymi osiągnięciami chwaliła się nawet sama Dyrekcja. No Koledzy – gratulacje!

Co ciekawe, u nich nigdy nie ma mowy o tym, że coś „się nie da”. Jeżeli jakiegoś sprzętu nie posiadają, to są gotowi do szukania i nawiązania współpracy z kimś, kto go ma – no i się daje. Zawiozłam kolegom dziesięć obrazów do badań, korzystając ze współpracy między naszymi muzeami, związanej zwłaszcza z organizacją wiosennych wystaw. Więcej nie mogłam, bo oni też mają swoje zadania i programy naukowe. A obie wystawy monograficzne Gierymskich, zarówno warszawska Aleksandra, jak i krakowska Maksymiliana, otwierają się niemal w tym samym czasie.

Możliwości badawcze, jeżeli chodzi o przestrzeń, pracowników i sprzęt mają jednak swoje ograniczenia. No i trochę daleko do tej Ameryki w Krakowie. Badania przecież kosztują, a poza tym wiążą się z nimi również niebagatelne koszty ukryte. To cała logistyka. Przygotowanie obiektów, materiały do pakowania, ochrona, transport, hotele dla całego zespołu ludzi. No, ale nie marudźmy. Jak już pokonamy te wszystkie wewnętrzne rafy pod tytułem „się nie da”, to pozostaje już tylko się cieszyć, że mamy gdzie pojechać z tym naszym cennym ładunkiem. A jak już dojedziemy i rozładujemy obiekty, to możemy liczyć na życzliwą atmosferę, czarną kawę o ósmej rano, a potem bardzo profesjonalne potraktowanie nas samych i naszych drogocennych pacjentów.

Dobrze jest mieć dobrą ciocię, nawet jeśli trzeba pojechać do Ameryki.

Anna Lewandowska
Pracownia Konserwacji Malarstwa na Płótnie