Jak dziobiesz, to się dodziobiesz

Kochani!

Wolno idzie mi to dziobanie i zamiana sklejki na zapałki, ale nie chodzi o to, żeby było szybko. Chodzi o to, żeby było dobrze i bezpiecznie. Rzadziej jednak piszę, bo ile razy można donosić o ciągu dalszym dziobania, siekania, strugania… Niby 65 × 54 cm to nie jest zagon z pietruszką, a i do Bitwy pod Grunwaldem i jej 42 metrów kwadratowych, całkiem daleko. Ale pamiętajcie, że Pomarańczarka jest bardzo krucha i delikatna. Trzeba w ten sposób pracować ostrymi jak brzytwa narzędziami, żeby nie uszkodzić płótna. A cała powierzchnia musi być tak skutecznie usztywniona i uwięziona, by nie następowało podnoszenie się płótna przy brzegach usuwanej sklejki. No tak… Ale czy ktoś obiecywał, że będzie łatwo?!

Wykopaliska, tudzież dziobanie – jak kto woli – przyniosły nieoczekiwane odkrycie. Odsłonił się przedwojenny numer inwentarzowy napisany na odwrocie obrazu ciemną farbą. Jest to radość i frajda dla wszystkich „archeologów” – kopaczy dużych i małych. Nie mówiąc o tym, jak wzrasta poziom adrenaliny, kiedy pod dłutem pokazują się cyfry i litery…

Teraz możecie już mieć stuprocentową pewność, że Pomarańczarka jest tą jedyną, naszą, która zginęła i po latach została odnaleziona.

 

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

 

 

Dziobanie…

Dziobanie, moi Drodzy, nie jest dla mnie prostą sprawą… Ja nie z ptasiej rodziny…

W zamianie sklejki na zapałki pomaga mi dzielnie Piotr (znacie Go – to ten konserwator, który pobił ostatnio rekord świata w prasowaniu – i nie były to koszule a Bitwa pod Grunwaldem).

Kolega Piotr dzielnie wspiera mnie swoim rycerskim, uzbrojonym w ostre narzędzia ramieniem. W ogóle mam dużą pomoc, bo koledzy wspierają mnie radą, a jak potrzeba, to podają pomocną dłoń.

Pomarańczarka pokazała nam już odrobinę swoich pleców, czyli płótna. Z każdym jednak centymetrem staje się bardziej narażona na wszystkie bodźce zewnętrzne. Coraz bardziej uwidaczniają się również wszystkie jej wcześniejsze „przygody” w walce o przetrwanie. I dla nikogo nie jest to zabawne, ale… na pewno pasjonujące.

Widoczny fragment oryginalnego płótna spod sklejki

Sklejka zamieniona na zapałki

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

Zaklejam, skubię, zamieniam się w dzięcioła

Już dawno nie pisałam o Pomarańczarce.

Ostatnio dużo się w muzeum działo. Zaś na marginesie głównych wydarzeń, gdzieś tam po cichutku, cały czas trwają prace nad tym obrazem.

Lico – czyli warstwę malarską – zabezpieczyłam bibułką japońską i przystąpiłam do czynności wymagającej siły i precyzji. Trawestując słynne zdanie „hej szable w dłoń…”, mówię sobie codziennie – „hej dłuta w dłoń…”.

Ale po kolei. Zaczęłam od zaklejenia lica. Podobnie jak w wypadku Bitwy pod Grunwaldem. Przecież, żebym mogła sobie poszaleć „na odwrociu” przy użyciu ostrych narzędzi, warstwa malarska obrazu, czyli jego esencja musi być bezpieczna.

Zaklejanie lica bibułką japońską

Następnie przystąpiłam do odklejania zawiniętych i przyklejonych z drugiej strony sklejki (niestety niezwykle skutecznie) krajek obrazu. I tak odsłoniło się moje nowe pole operacyjne. Wtedy już mogłam zacząć pracować, używając ostrych narzędzi. Te działania są dla mnie trudne, a dla obrazu, można by wręcz zaryzykować stwierdzenie – niebezpieczne. A przecież wciąż jest to tylko początek…

Usuwanie sklejki z odwrocia

Usuwanie sklejki z odwrocia

Nie należy się jednak bać – strach nie powinien odstręczać od działań, a jedynie wzmagać czujność i uwagę.

 

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

Śniadanie z Pomarańczarką

Pomarańczarka, jak wiecie, ma wsparcie finansowe PZU (obyśmy mieli więcej takich wyrozumiałych i hojnych darczyńców…).

Stan techniczny obrazu można porównać do przeżartego rdzą starego Rolls-Royce’a. Z daleka piękny, a z bliska, no cóż… Trudno do niego wsiąść i poczuć komfort jazdy. Potrzeba dużo pracy i nakładów finansowych, żeby znów stał się „wehikułem czasu”.

Śniadanie, o którym wspominałam w poprzednim wpisie, zgromadziło przedstawicieli Fundacji PZU oraz prasy, zainteresowanych stanem obrazu i dalszymi nad nim pracami. W wydarzeniu uczestniczyła oczywiście Dyrekcja MNW.

Śniadanie z Pomarańczarką

Było bardzo przyjemnie, ponieważ goście wykazali zainteresowanie problemem – a ja lubię mówić, gdy takowe widzę. I nie chodzi o przekazywanie wiadomości sensacyjnych. Sensacji mamy pod dostatkiem. Jesteśmy zalewani newsami (co poniekąd zmniejsza ich sensacyjny charakter, automatycznie je dewaluując). Brakuje nam natomiast rzetelnej informacji oraz zaangażowania wynikającego z robienia tego, co się lubi z pasją.

Tak więc w miłej i przyjaznej atmosferze mogliśmy porozmawiać o trudnym temacie konserwacji, o potrzebie opieki sponsorskiej i naszych planach wystawienniczych oraz o uatrakcyjnieniu oferty skierowanej do zwiedzających.

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

Co począć w pacjentem?

Zebrania, spotkania robocze, komisje, kominki… Któż z nas nie zna tych określeń? Komisje konserwatorskie najwięcej mają wspólnego z lekarskimi „kominkami” (co oczywiście jest nieoficjalną nazwą spotkań omawiających przypadki chorobowe pacjentów). Polega to na tym, że jeden nieszczęśnik referuje przypadek swojego podopiecznego. A wszyscy pozostali uczestnicy zebrania mądrze kiwają głowami, stukają końcówkami ołówków w blat stołu, gryzmolą coś zapamiętale na stercie kartek. Potem zaczyna się dyskusja – tym razem nad nieszczęśnikiem, który stał się obiektem zainteresowania. Cała ta burza mózgów przetacza się oczywiście bez obecności najbardziej nią zainteresowanych, czyli pacjentów.
W przypadku komisji konserwatorskich natomiast – każdy z uczestników może samodzielnie obiekt zainteresowań pooglądać, podotykać i sprawę przemyśleć. A w momencie dyskusji swoje racje przedstawić. Oczywiście opiekun i prelegent rozpoczyna zebranie opowiadaniem o swoim obiekcie i planach związanych z programem konserwatorskim.
Takie zebranie robocze miało też miejsce szóstego września, a dotyczyło badań i planowanego zakresu prac związanych z konserwacją Pomarańczarki. Jedno jest pewne – droga do rozpoczęcia prac związanych już bezpośrednio z samą konserwacją będzie podobna do biegu przez płotki. A kiedy wreszcie meta zostanie osiągnięta, będzie to oznaczało przekroczenie linii startu w biegu maratońskim (z przeszkodami). I jak się Wam to podoba?

Zebranie komisji konserwatorskiej

Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

„Pomarańczarka” prześwietlona

Najlepszym sposobem zobiektywizowania obserwacji jest poddanie obrazu oglądowi niezależnemu od nas. W naturze bowiem człowieka zajmującego się pewnym wycinkiem rzeczywistości jest trudność w zobaczeniu „czegoś więcej”. Brak nam dystansu nie tylko do samych siebie, ale również do przestrzeni, w którą tak pilnie wbijamy wzrok, próbując zobaczyć jej drugie dno.
W poszukiwaniu obiektywnego spojrzenia pojechałam więc do Krakowa. Było fajnie. Tak to jest, kiedy odwiedza się znajome kąty i widzi życzliwe, uśmiechnięte twarze na powitanie. Tym razem nie była to jednak wizyta towarzyska. Pojechałam z Pomarańczarką na badania.

Fotografia w podczerwieni

W planie było zrobienie kilku fotografii specjalistycznych w Laboratorium Muzeum Narodowego w Krakowie, popularnie zwanym LANBOZem.
Wysokiej jakości i rozdzielczości fotografie w różnych „promieniach” mają nie tylko udokumentować faktyczny stan techniczny obrazu, ale w trakcie pracy będą stanowiły punkt odniesienia. Czyli mają służyć za światło „latarni morskiej”.

Fragment obrazu na ekranie komputera, widoczna fotografia rentgenowska

Różne promienie penetrują bądź wzbudzają świecenia różnych związków chemicznych, co daje nam niejako możliwość spojrzenia w głąb obrazu.
Doświadczenie to było bardzo pouczające i zweryfikowało niektóre moje przypuszczenia.


Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

„Pomarańczarka” – patrząc z bliska

Trzeba się skupić, myśleć i analizować, a zebrane informacje ułożyć w czasie i przestrzeni w układzie przyczynowo-skutkowym.
Aleksander Gierymski to trudny artysta. Nie tylko dla historyków sztuki, ale również dla konserwatorów.
Niezwykły umysł i niezwykły malarz. Nietuzinkowy. Zaszufladkowany co prawda do nurtu realistycznego, ale jakże indywidualny. Wiecznie nieusatysfakcjonowany swoją pracą perfekcjonista.
Perfekcjonizm Gierymskiego nastręcza konserwatorom wielu trudności. Sam bowiem autor wielokrotnie poprawiał i przemalowywał fragmenty kompozycji. Gdy na tych wszystkich autorskich udoskonaleniach znajdują się jeszcze szerokie (wykraczające poza obręb ubytku) retusze lub przemalowania (bardzo szerokie retusze „po formie” wpasowane w ogólny koloryt określonego miejsca kompozycji), kłopoty wypiętrzają się jak Alpy. Gdy reperacji wykonanych w różnym czasie było kilka – sprawy komplikują się jeszcze bardziej.

"Żydówka z pomarańczami" -

Na powyższej fotografii, korzystając z przezroczystych folii, naniosłam zaobserwowane ingerencje konserwatorskie oraz pierwotną przyczynę uszkodzenia obrazu (zaznaczoną kolorem czerwonym).
Spróbuję pokazać, czym się różnią.
Na kolejnych fotografiach widoczne są miejsca ingerencji konserwatorskich.

Fot. 1

Spójrzmy na różnice wysokości i faktur. To, co robi wrażenie, że jest głębiej i posiada fakturę płótna jest to ubytek lub inaczej rozległe wykruszenie warstwy malarskiej. Jednak wszystko ma nadany „podobny” kolor. Patrzymy na retusze, a tak naprawdę przemalowania ukrywające ubytki autentycznej warstwy malarskiej, bez uzupełnienia warstwy gruntu (czyli bez założenia kitu). Widać wyraźnie, jak farba wypełnia nie tylko ubytek, ale „rozlewa” się po całej okolicy, pokrywając również zachowaną autentyczną warstwę malarską. Tak poradzono sobie z dosyć dramatycznym wyglądem uszkodzonej kompozycji.

Fot. 2.

Na kolejnej fotografii sytuacja jest podobna, ale jednak inna. Wciąż patrzymy na ubytki warstwy malarskiej. Zmiana wysokości, „obca” faktura i „ostry” brzeg pokazują zakres ubytku. Jest on jednak częściowo wypełniony masą, czyli kitem. Zmniejsza on poczucie głębokości, a co za tym idzie dramatyzmu ubytku w miejscu ważnym dla kompozycji. W słabszym oświetleniu nie zobaczymy jego rozległości, ponieważ miejscami kit nachodzi na zachowaną oryginalną warstwę malarską, podobnie zresztą jak pokrywające go przemalowanie.


Anna Lewandowska
Konserwator
Pracownia Konserwacji Malarstwa Sztalugowego

W poszukiwaniu zaginionego obrazu

Profesor Stanisław Lorentz, wieloletni dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, prowadził podczas powstania warszawskiego kronikę (opublikowaną w Walce o dobra kultury). Zapis z 9 października 1944 roku dotyczy grabieży dokonanej przez Obersturmführera Arnhardta (m.in. skrzyń z malarstwem polskim i obrazów „dużego formatu” przechowywanych luzem). Nie ma tam informacji ani o Pomarańczarce, ani o skrzyni „MP 11”, ale właśnie ten dzień można uznać za dzień zaginięcia obrazu.

W 1945 roku został on umieszczony na liście strat wojennych, prowadzonej przez działające w Ministerstwie Kultury i Sztuki Biuro Rewindykacji i Odszkodowań zajmujące się poszukiwaniem i odzyskiwaniem zbiorów polskich wywiezionych przez okupanta. Delegaci Ministerstwa ds. rewindykacji działający na terenie Niemiec dysponowali materiałami źródłowymi – m.in. katalogiem malarstwa polskiego MNW z 1938 roku, w którym pod poz. 75 wymieniona była Pomarańczarka (fot. 4). Niestety nie udało się jej wówczas odnaleźć. W 1951 roku obraz został opublikowany w: Władysław Tomkiewicz, Katalog obrazów wywiezionych z Polski przez okupantów niemieckich w latach 1939–1945, Warszawa 1951, s. 40, poz. 116, il. 116 (wydanym również w wersji angielskiej: Catalogue of Works Removed from Poland by German Occupants in the Years 1939–1945. Foreign Painting, Warsaw 1953, p. 39., cat. no. 111, fig. 111).

Fot. 4

W 1989 roku w Ministerstwie Kultury zostały wznowione prace nad dokumentowaniem strat wojennych zbiorów polskich. Efektem tych działań była publikacja katalogu opracowanego przez Annę Tyczyńską i Krystynę Znojewską – Straty wojenne. Malarstwo polskie. Obrazy olejne, pastele, akwarele utracone w latach 1939–1945 w granicach Polski po 1945 / Wartime Losses. Polish Painting. Oil Paintings, Pastels, Watercolours Lost between 1939–1945 within Post-1945 Borders of Poland, Poznań 1998, w którym obraz opublikowany jest pod poz. 98, s. 85.

W dniu 11 października 2010 roku z terenu Niemiec do MNW dotarła elektryzująca informacja o pojawieniu się tam obrazu Aleksandra Gierymskiego Pomarańczarka uważanego dotychczas za bezpowrotnie utracony. Już kilka dni wcześniej Muzeum miało pierwszy sygnał w tej sprawie od zaniepokojonych kolegów z Muzeum Śląskiego w Katowicach – gdzie znajduje się niemal identyczna wersja obrazu z motywem żydowskiej przekupki. Ostatecznie Pomarańczarka została wstawiona w domu aukcyjnym Kunst & Auktionhause Eva Aldag w Buxtehude w Niemczech – ze znakiem zapytania odnośnie autorstwa Gierymskiego i z zaskakująco niską ceną wywoławczą (4,4 tys. euro), wzbudzając szerokie zainteresowanie w kręgach polskich kolekcjonerów oraz dziennikarzy. Zapoznawszy się z dostępnymi materiałami – kolorową reprodukcją dzieła oraz fotografią z fragmentem obejmującym sygnaturę – pracownicy Zbiorów Polskiej Sztuki Nowożytnej dokonali porównania z archiwalną czarno-białą dokumentacją fotograficzną znajdującą się w posiadaniu Muzeum. Porównanie potwierdziło, że znalezisko to jest tożsame z utraconym w czasie II wojny światowej dziełem Gierymskiego Żydówka z pomarańczami. Jeszcze tego samego dnia rozpoczęto obowiązujące w takich sytuacjach procedury – informacja została przekazana do Departamentu Dziedzictwa Kulturowego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który na prośbę Dyrektora Muzeum podjął działania mające na celu odzyskanie obrazu.

Na wniosek MNW kilka dni przed aukcją, 24 listopada, obraz – do czasu wyjaśnienia sprawy – został zatrzymany przez Landgericht w Stade; w imieniu Muzeum sprawę prowadził niemiecki oddział C’M’S Cameron McKenna.

Na wniosek Ministerstwa sprawą zajęła się równolegle Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście, która, w postanowieniu z 23 listopada 2010 roku, zażądała od domu aukcyjnego wydania obrazu. Działania te doprowadziły do jego wycofania z aukcji, która miała się odbyć w sobotę, 27 listopada.

W dniach 7 i 8 grudnia 2010 roku, w siedzibie Stadtarchiv w Buxtehude, pracownicy Muzeum Narodowego w Warszawie – Elżbieta Charazińska, kurator Zbiorów Polskiej Sztuki Nowożytnej, Ewa Micke-Broniarek, kustosz Zbiorów Polskiej Sztuki Nowożytnej oraz Anna Lewandowska, konserwator Pracowni Konserwacji Malarstwa Sztalugowego MNW – dokonali oględzin obrazu i analizy konserwatorskiej, która jednoznacznie potwierdziła jego autentyczność i pochodzenie ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Wyniki ekspertyzy zostały przekazane do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Niestety, ponieważ od ponad sześćdziesięciu lat obraz znajdował się w rękach prywatnych, czyli według prawa niemieckiego został skutecznie nabyty, względnie uległ zasiedzeniu, Ministerstwo Kultury upoważniło Kancelarię LLP Raue z Berlina do podjęcia negocjacji z posiadaczami obrazu.

Negocjacje zakończyły się sukcesem – 15 lipca 2011 roku Żydówka z pomarańczami wróciła do Muzeum Narodowego w Warszawie (fot. 5).

Fot. 5

„Żydówka z pomarańczami” – historia i pochodzenie obrazu

Żydówka z pomarańczami (Przekupka z pomarańczami, Pomarańczarka),
ok. 1881

Olej na płótnie, 66 x 55 cm; sygn. l.d.: A. Gierymski | WARSZAWA

W 1902 roku obraz Gierymskiego Żydówka z pomarańczami był prezentowany na pośmiertnej wystawie artysty w warszawskiej Zachęcie jako własność Marii Szlenkierowej. W roku 1928 został zakupiony do Muzeum Narodowego w Warszawie za sumę 9250 złotych w antykwariacie „Dom Sztuki” w Warszawie (fot. 1 i 1a) i zapisany w Inwentarzu pod numerem 73408 MNW (fot. 2).

Fot. 1

Fot. 1a

Fot. 2

Do 1939 roku obraz był eksponowany w Galerii Malarstwa Polskiego: najpierw w gmachu Muzeum przy ul. Podwale 15 w Sali Gierymskich, a później, od 1938 roku, w nowym gmachu Muzeum w Al. Jerozolimskich, gdzie odbyła się wielka wystawa monograficzna artysty. Wśród prezentowanych dzieł można było zobaczyć m.in. Pomarańczarkę (katalog wystawy, poz. 26 – fot. 3).

Fot. 3

Fot. 3

Pod koniec sierpnia 1939 roku najcenniejsze zabytki z galerii Muzeum Narodowego zostały spakowane do skrzyń. Pomarańczarkę wraz z dwunastoma innymi obrazami zapakowano do skrzyni sygnowanej „MP 11” (spis, poz. 13 – fot. 4) i zniesiono do piwnic muzealnych.

Fot. 4

Gmach Muzeum w czasie oblężenia stolicy został uszkodzony w dwóch miejscach, ale zbiory malarstwa nie ucierpiały. W początkach listopada 1939 roku przedstawiciele Urzędu Pełnomocnika Specjalnego dla sporządzenia spisu i zabezpieczenia dzieł sztuki i zabytków kultury (Dienstelle des Sonderbeauftragten für die Erfassung und Sicherung der Kunst- und Kulturschätze) rozpoczęli w Muzeum czynności polegające na sprawdzeniu zbiorów muzealnych znajdujących się na miejscu; sprowadzali również w tym samym celu zbiory muzealne i prywatne (we własnym zakresie bądź też przy udziale pracowników Muzeum). Skrzynie z obrazami artystów polskich (w tym skrzynia z Pomarańczarką) pozostały w Muzeum. Natomiast skrzynie zawierające m.in. malarstwo obce, sztukę zdobniczą i średniowieczną oraz numizmatykę zostały wywiezione w listopadzie i grudniu 1939 roku do Krakowa.

Wykaz obrazów znajdujących się w skrzyni „MP 11” z sierpnia 1939 roku jest ostatnim dokumentem, w którym wymieniona jest Pomarańczarka. Dalsze losy obrazu, jak i samej skrzyni, pozostają zagadką. Skrzynia, po sprawdzeniu zawartości przez Niemców, do czasu powstania warszawskiego mogła pozostać w stanie nienaruszonym lub zostać rozpakowana. Jednakże nie można wykluczyć, że została splądrowana dopiero w czasie powstania i jest to wysoce prawdopodobne, biorąc pod uwagę losy owych trzynastu obrazów zapakowanych pierwotnie do skrzyni „MP 11” oraz różne źródła powojennych rewindykacji poszczególnych pozycji: z Salzburga w 1946, z Krakowa w 1946 oraz z ZSRR w 1956 roku.